Złoty Lin w Serocku, czyli świeża ryba jak się patrzy!

Lubimy miejsca z charakterem, wyraziste i z duszą. Osobiście uważam, że jeśli w restauracji jest menu składające się z 5 stron i zawierające przepisy kuchni chińskiej, meksykańskiej, włoskiej i polskiej jednocześnie to coś musi być nie tak. I w najlepszym razie oznacza to, że jedzenie będzie przeciętne (no ale można na przykład zjeść zupę pho na pierwsze danie, porządnego schabowego na drugie i włoskie tiramisu na deser).



Restauracja Złoty Lin w Serocku to zupełnie inna historia.


Położona w sumie niezbyt atrakcyjnie - niby blisko Zalewu Zegrzyńskiego, ale jednak otoczona drogą, przy dość ruchliwym rondzie. Wystrój w porządku, ale nie jakiś szczególnie spektakularny. A jednak, to miejsce działa jak magnes na głodnych ludzi. Byliśmy tam kilka razy późnym popołudniem i zawsze była kolejka - wszystkie stoliki pozajmowane. A weekend? Bez rezerwacji nawet nie warto próbować, bowiem na pewno będziemy musieli spędzić sporo czasu czekając na stolik

.

Na czym więc polega magia tego miejsca? No właśnie na tym wyrazistym charakterze - wszyscy wiedzą, że do tej restauracji przychodzi się żeby zjeść dobrą rybę. I to nie jakąś tam rybę, tylko świeżutką, dopiero co wyłowioną z sąsiedniego zalewu - prostą smaczną rybę, ale przygotowaną z odrobiną fantazji.



Ot i przepis na sukces! A jeśli ktoś nie ma akurat ochoty na świeżą rybkę, to albo tu nie przychodzi albo musi się zadowolić jedną z dosłownie kilku innych potraw, ale nawet w takiej sytuacji raczej nie będzie zawiedziony.


Gorąco polecamy, szczególnie w sezonie letnim, kiedy otwarty jest ogródek. Liczba stolików wzrasta w tym okresie kilkukrotnie, a i tak wszystkie są zajęte. Ogródek jest magicznym miejscem, w którym można spędzić wspaniały czas w spokojnej, niespiesznej atmosferze!