Tarta pomarańczowa, czyli smacznie, słodko i pomarańczowo!


Lubicie słodkie desery? Dzisiaj każdy może sobie na nie pozwolić, ale nie zawsze tak było. Nie tak dawno temu o cukrze większość ludzi mogła tylko pomarzyć, bowiem stanowił on rarytas zarezerwowany wyłącznie dla najzamożniejszych. Jak to zwykle w takich sytuacjach bywa był też źródłem wielkiego bogactwa dla tych, którzy nim handlowali. Jesteście ciekawi?



Zanim w Europie zaczęto uprawiać trzcinę cukrową (mniej więcej pięćset lat temu) sprowadzano go przez pół świata - z Indii. Z jednej strony był przez to bardzo drogi, ale z tego samego powodu był źródłem olbrzymiego bogactwa dla tych, którzy potrafili handlować z cywilizacjami wschodu. W tym przypadku przez długi czas większość cukru trafiała do Europy przez Wenecję, która w całym zachodnim świecie kojarzona była w pewnym momencie z tym białym, słodkim rarytasem.


W 1574 roku Najjaśniejszą odwiedził król Francji Henryk III, gdzie został przywitany przez dwieście najpiękniejszych kobiet w mieście, ubranych w białe suknie ozdabiane klejnotami. Aby zademonstrować bogactwo miasta zaproszono go potem na dość osobliwą i wyjątkową biesiadę - nigdy przedtem i nigdy potem świat nie widział czegoś podobnego!


Stoły ozdobione były rzeźbami przedstawiającymi dwa lwy, królową na koniu z tygrysem po każdej stronie, było też mnóstwo innych postaci, drzewa i rozmaite zwierzęta. Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie to, że wszystkie one stworzone zostały właśnie z cukru. Szaleństwo? A co powiecie na to, że z cukru zrobione były również wszystkie talerze i sztućce a nawet obrusy i chusteczki?


Na marginesie dodam, że Henryk III to syn Katarzyny Medycejskiej - tej, która z Florencji do Paryża przywiozła między innymi zupę cebulową i sos beszamelowy. To również ten sam król, który uznał, że zasiadanie na tronie Rzeczypospolitej nie spełnia jego życiowych ambicji i kiedy pojawiła się opcja na przejęcie władzy we Francji, potajemnie nocą uciekł z Krakowa i zrzekł się polskiej korony. Jeszcze kilka miesięcy przed wspomnianą wizytą w Wenecji nie był królem Francji Henrykiem III, tylko królem Rzeczypospolitej Henrykiem Walezym.


Na koniec wracamy do czasów współczesnych i zapraszamy na pyszną tartę pomarańczową!


Czego potrzeba?

  • 2 szklanki mąki

  • 1 szklanka cukru pudru

  • 120g cukru trzcinowego

  • 2 łyżeczki mąki ziemniaczanej

  • Ziarenka z jednej łaski wanilii

  • 100g masła

  • 5 jajek + 2 żółtka

  • 200g śmietany 36%

  • Skórka z 2 pomarańczy

  • Sok z 2 pomarańczy

  • Garść ziaren grochu

No i co dalej?

  1. Startą skórkę z pomarańczy zalewamy 20 ml wrzątku i odstawiamy do ostygnięcia

  2. Mąkę, 3/4 szklanki cukru pudru, masło, ziarenka wanilii i dwa żółtka urabiamy razem, do czasu aż utworzą jednolitą masę (ciasto będzie kruche - i właśnie o to chodzi). Ciasto odkładamy na ok. 30 minut do lodówki

  3. Żółtka z 5 jajek ucieramy z cukrem trzcinowym

  4. Białka z 5 jajek ubijamy na sztywną pianę

  5. Łączymy żółtka z białkami, śmietaną, mąką ziemniaczaną, sokiem z pomarańczy i ostygniętą wodą ze skórką pomarańczową. Wszystko razem delikatnie mieszamy, aż powstanie jednolita masa (będzie dość rzadka)

  6. Formę do tarty smarujemy tłuszczem (może być np. oliwa) i wykładamy ciastem (można je najpierw rozwałkować, ale można też układać w foremce po kawałku)

  7. Na dnie foremki, na cieście kładziemy kawałek papieru do pieczenia i wrzucamy na niego ziarenka grochu.

  8. Ciasto wkładamy do pieca na ok. 15 minut (200°C) i po tym czasie wyciągamy

  9. Zdejmujemy groch i papier, a ciasto wypełniamy przygotowaną masą

  10. Wstawiamy do pieca na kolejne 30 minut (tym razem temperatura 180°C)

  11. Tartę wyciągamy z pieca, pozostawiamy do ostygnięcia i posypujemy cukrem pudrem (została nam jeszcze 1/4 kubka)

  12. Zajadamy bez opamiętania!

kulinarne perwersje 2018

Zdradzamy nasz sposób na to, jak sobie robić w życiu dobrze!

Wrzucamy pomysły na ruszt. Czasem własne, czasem cudze;) Czasem hand made, czasem pozwalamy innym się nakarmić..

Opowiadamy, słuchamy, pichcimy, Śmiejemy się, jemy i pijemy.

Przeważnie w towarzystwie, bo wtedy lepiej smakuje.

Ma być miło, na luzie:)

Pozdrawiamy,

Wojtek&Basia