Tarta cytrynowa - po prostu najlepsza z najlepszych!

Czy okrutny dzieciobójca przyczynił się do rozpowszechnienia cytrusów w Europie? Zdecydowanie tak! Czy z tego powodu powinnismy z nich zrezygnować? Zdecydowanie nie! Właśnie dlatego dzisiaj proponujemy niezawodną i obłędną tartę cytrynową, a do tego oczywiście pewną historię. Zatem usiądziecie wygodnie, przeczytajcie i na chwilę oderwijcie się od codziennego zgiełku!


Były w historii takie czasy, kiedy prawie każdy marzył o tym aby zostać Herkulesem. Fantastyczną wizją dla wielu władców wydawało się być postrzeganym przez swoich podwładnych i kolegów z innych państw jako ktoś, kto poradzi sobie z każdym wyzwaniem, nawet takim, które na pierwszy rzut oka wydaje się niemożliwe do zrealizowania. Posprzątanie stajni Augiasza nie było może najlepszą alegorią dla szanującego się i dobrze urodzonego władcy, ale już pokonanie lwa nemejskiego czy hydry idealnie pasowało do wizerunku, który wielu chciało kreować w powszechnej świadomości.


Przez kilkaset lat niewiele się w tym względzie zmieniło, bowiem świadome działania wizerunkowe w dawnych czasach jednym wychodziły lepiej, a innym trochę gorzej. Cześć przywódców europejskich stosowała dość subtelne metody, a inni sięgali po środki niewyszukane i bardzo bezpośrednie. Doskonałym przykładem tych drugich było na przykład nazwanie swojego dziecka imieniem starożytnego lub mitycznego bohatera. Taką metodę stosowali dość konsekwentnie Borgiowie, z papieżem Aleksandrem II na czele, który to jednemu ze swoich synów, w bardzo przemyślany sposób nadal imię Cezar - jego latorośl miała być bowiem człowiekiem niezwyciężonym, który miał doprowadzić do zjednoczenia Włoch i utworzenia potężnego Państwa Kościelnego. Z kolei córka Aleksandra II swojemu synowi nadała dumne imię Herkules i absolutnie nie było tu mowy o przypadku - dla przyszłego władcy Ferrary miały nie istnieć rzeczy niemożliwe, a imię miało pomagać we wzbudzania wśród ludzi odpowiednich skojarzeń.


A jak wyglądały te bardziej subtelne metody? Stosowane były one z powodzeniem przez Kosmę I Medyceusza, który przebił się do świadomości współczesnych jako Herkules Etruski, niezwyciężony władca Florencji ale rownież przez naszego króla Jana III Sobieskiego. Ten ostatni przez cały okres panowania miał być Herkulesem „wilanowskim” lub bardziej dumnie - Hercules Polonus, a motywy nawiązujące do starożytnego bohatera można znaleźć w jego letniej rezydencji w Wilanowie, choć dostrzeże je raczej tylko ten, kto sam będzie ich świadomie szukał, bowiem osadzone zostały one w bardzo dyskretny sposób.


Choć obaj panowie nie mogli się nigdy poznać (trochę się rozminęli w czasie), to właśnie władca Florencji miał w pewnym sensie zainspirować naszego Herkulesa do rozwijania swojego zamiłowaniem do owoców cytrusowych. Kosma założył oranżerię w Parku Boboli w swoim mieście, a Jan zafundował analogiczny przybytek w Wilanowie. Czy był to po prostu dziwny kaprys dwóch potężnych władców europejskich, którzy mieli możliwość spełniania swoich najbardziej wyszukanych fanaberii? Trochę tak, ale nie do końca.


Oranżerie nazywane są również ogrodami Hesperyd, a rosnące w nich cytryny - złotymi jabłkami. Skąd to się wzięło? Jedną z prac Herkulesa było właśnie zdobycie złotych jabłek z ogrodu Hesperyd, który chroniony był przed intruzami przez straszliwego smoka! Skoro Herkulesowi udało się zdobyć cytrusy pomimo wszelkich trudności, to oczywiście nie mogło to stanowić żadnego problemu dla potężnego króla Polski, czy też przepełnionego ambicjami, niezmiernie bogatego władcy Florencji. Tego typu subtelnych nawiązań do mitycznego Herkulesa można znaleźć więcej zarówno w Wilanowie jak i w Toskanii, ale prawie wszystkie są równie dyskretne!


Ciekawe jest jednak to, że wszyscy Ci wielcy ludzie, którzy chcieli być postrzegani na równi z mitycznym bohaterem zupełnie zapominali, że prawie niewykonalne zadania zostały zlecone Herkulesowi za to, że zamordował kilkoro swoich dzieci... W dzisiejszych czasach taka PR-owa luka w strategii, prędzej czy później z pewnością zostałaby im wypomniana!


Dzisiaj, żeby zdobyć cytryny na szczęście nie trzeba być Herkulesem i dzięki temu każdy może zostać bohaterem w swoim domu i przygotować pyszną tartę cytrynową! Radzimy nie zastanawiać się zbyt długo i od razu przystąpić do działania!

Czego potrzeba?

  • 2 szklanki mąki

  • 1 szklanka cukru pudru

  • 120g cukru trzcinowego

  • 2 łyżeczki mąki ziemniaczanej

  • Ziarenka z jednej łaski wanilii

  • 100g masła

  • 5 jajek + 2 żółtka

  • 200g śmietany 36%

  • Skórka z 2 cytryn

  • 130 ml soku z cytryny

  • Garść ziaren grochu

No i co dalej?

  1. Startą skórkę z cytryny zalewamy 20 ml wrzątku i odstawiamy do ostygnięcia

  2. Mąkę, 3/4 szklanki cukru pudru, masło, ziarenka wanilii i dwa żółtka urabiamy razem, do czasu aż utworzą jednolitą masę (ciasto będzie kruche - i właśnie o to chodzi). Ciasto odkładamy na około 30 minut do lodówki

  3. Żółtka z 5 jajek ucieramy z cukrem trzcinowym

  4. Białka z 5 jajek ubijamy na sztywną pianę

  5. Łączymy żółtka z białkami, śmietaną, mąką ziemniaczaną, sokiem z cytryny i ostygniętą wodą ze skórką cytrynową. Wszystko razem delikatnie mieszamy, aż powstanie jednolita masa (będzie dość rzadka)

  6. Formę do tarty smarujemy tłuszczem (może być np. oliwa) i wykładamy ciastem (można je najpierw rozwałkować, ale można też układać w foremce po kawałku)

  7. Na dnie foremki, na cieście kładziemy kawałek papieru do pieczenia i wrzucamy na niego ziarenka grochu.

  8. Ciasto wkładamy do pieca na około 15 minut (200°C) i po tym czasie wyciągamy

  9. Zdejmujemy groch i papier, a ciasto wypełniamy przygotowaną masą

  10. Wstawiamy do pieca na kolejne 30 minut (tym razem temperatura 180°C)

  11. Tartę wyciągamy z pieca, pozostawiamy do ostygnięcia i posypujemy cukrem pudrem (została nam jeszcze 1/4 kubka)

  12. Zajadamy bez opamiętania!



kulinarne perwersje 2018

Zdradzamy nasz sposób na to, jak sobie robić w życiu dobrze!

Wrzucamy pomysły na ruszt. Czasem własne, czasem cudze;) Czasem hand made, czasem pozwalamy innym się nakarmić..

Opowiadamy, słuchamy, pichcimy, Śmiejemy się, jemy i pijemy.

Przeważnie w towarzystwie, bo wtedy lepiej smakuje.

Ma być miło, na luzie:)

Pozdrawiamy,

Wojtek&Basia