Street Pizza by Gordon Ramsay, Londyn - czy można tu nie zajrzeć?

Aktualizacja: 25 lip 2019


Wizyta w restauracji należącej do jednego z najbardziej znanych kulinarnych celebrytów na świecie miała być wielką przygodą. Oczekiwania miałem ogromne i liczyłem, że wrócę do Polski z fantastycznymi wspomnieniami. Czym to się skończyło?



Było to poniedziałkowe popołudnie, wracałem z biura do hotelu i dość spontanicznie szukałem fajnego miejsca, w którym mógłbym coś dobrego zjeść. Znajdowałem się w samym środku londyńskiego city, otoczony przez tłum granatowych garniturów i białych kołnierzyków. Na każdej uliczce mijałem mnóstwo angielskich barów i drogich restauracji, kiedy to nagle, zupełnie niespodziewanie, ukazała się przede mną knajpka o nazwie „Street Pizza, Gordon Ramsay”. Specjalnie długo się nie zastanawiam i zajrzałem do środka.


Wszedłem do małego lokalu, wyróżniającego się w okolicy tym, że wydawał się taki jakby bardziej codzienny, bez nadęcia i z muzyką na żywo. Osobiście takie miejsca lubię najbardziej, a sztywniejsze lokale zostawiam prawie wyłącznie na spotkania służbowe. Zapowiadało się bardzo, bardzo obiecująco, więc zapytałem o stolik. Niestety na parterze wszystko było już pozajmowane, ale przesympatyczny pan z recepcji, który wyglądał trochę jak Andy Warhol, pokierował mnie na piętro i zasugerował, żebym tam wybrał sobie jakieś wygodne miejsce.


Na piętrze czekało na mnie pewne zaskoczenie. Pozornie mała knajpka w rzeczywistości okazała się olbrzymią restauracją. Trochę inaczej się nastawiłem, ale i tak wnętrze było bardzo przyjemne, urządzone w nowoczesnym stylu, z silnymi artystycznymi akcentami. Poszukałem sobie fajnego stolika i zająłem miejsce przy oknie. Po chwili przyszła do mnie pani z obsługi:


- Dzień dobry. Czy ktoś z obsługi pokierował pana do tego stolika?

- Zostałem skierowany na piętro i miałem tu sobie jakiś stolik znaleźć. Tak właśnie zrobiłem, ale jeśli coś jest nie tak, to nie ma problemu, mogę się przesiąść...

- Niestety w tym kącie wszystko jest zarezerwowane, ale skoro pana tu skierowali, to musimy sobie z tym poradzić. Coś przeorganizujemy i wszystko będzie w porządku, proszę spokojnie siedzieć.


Naprawdę bez najmniejszego problemu mogłem się przesiąść, ale w sumie fajnie, że tak to załatwili. Zabieram się za wybór czegoś wyjątkowego.


Karta win składa się z mniej więcej piętnastu stron i zawiera bardzo przekrojowy wybór - na kieliszki, karafki i butelki. W karcie dań znajduje się całkiem sporo ciekawych przystawek, dań głównych i deserów, ale jednak coś mi tu nie pasuje - miało być "street pizza", a nie ma żadnej pizzy. Pytam. To przeoczenie - pani podając menu zapomniała o nich wspomnieć, ale szybko mi wszystko tłumaczy i zamawiam Pizza alla Puttanesca.


Po chwili piękna pizza ląduje na stole! Klasyczna, ze świeżym anchois, kaparami i oliwkami, a do tego świeża szałwia - to już bardziej autorska modyfikacja, ale bardzo fajnie pasuje. Połączenie smaków bardzo przemyślane, ale jestem trochę zawiedziony ciastem, które przygotowane zostało bardziej po angielsku niż po włosku. Nie podejrzewam, żeby to był przypadek, ale taka modyfikacja nie za bardzo mi pasuje. Szkoda!


Ogólnie pozostało mi całkiem dobre wrażenie, ale jednak bez fajerwerków. Podejrzewam, że w dużej mierze na mój odbiór wpłynęły bardzo wysoko ustawione oczekiwania i dlatego myślę, że i tak warto było tu zajrzeć!












kulinarne perwersje 2018

Zdradzamy nasz sposób na to, jak sobie robić w życiu dobrze!

Wrzucamy pomysły na ruszt. Czasem własne, czasem cudze;) Czasem hand made, czasem pozwalamy innym się nakarmić..

Opowiadamy, słuchamy, pichcimy, Śmiejemy się, jemy i pijemy.

Przeważnie w towarzystwie, bo wtedy lepiej smakuje.

Ma być miło, na luzie:)

Pozdrawiamy,

Wojtek&Basia