Stelline, czyli gwiazdy, które z nieba spadły prosto do rosołu

Najbardziej romantyczna noc w roku, spadające gwiazdy, święty Graal, włoski, starożytny Konstancin-Jeziorna, jedna z najdziwniejszych miar czasu, Janko Muzykant... i to wszystko tylko i wyłącznie po to, aby zainteresować Was makaronem stelline, czyli małymi, kulinarnymi gwiazdeczkami. Dacie się namówić na dalszą lekturę?


Jest jedna taka noc w roku, kiedy warto spojrzeć w niebo - ta noc we Włoszech nazywa się notte di San Lorenzo (a w Polsce nocą św. Wawrzyńca).


Trochę ponad dwa tysiące lat temu pewien rzymski konsul zbudował drogę Via Tiburtina. Jak każda główna droga w tamtym czasie swój początek miała w Rzymie, za to na drugim jej końcu znajdowało się miejsce magiczne, o strategicznym znaczeniu, czyli Tivoli (a w tamtych czasach to właściwie Tybur i stąd też nazwa drogi). To miasteczko przez lata rozwijało się jako swego rodzaju kurort i miejsce zamieszkania najbogatszych Rzymian - swoje wille mieli tu wielcy działacze, pełniący najbardziej prominentne funkcje w kraju, a nawet sami cesarzowie. Część z nich zachowała się do naszych czasów i warto zaplanować wizytę w tym magicznym miejscu, jeśli kiedyś los skieruje Wasze drogi w okolice Rzymu.


W Wiecznym Mieście, przy wspomnianej Via Tiburtina, 10 sierpnia 258 roku, miało mieć miejsce dość makabryczne wydarzenie. Przeprowadzono tu egzekucję świętego Wawrzyńca, który za swoją wiarę został dosłownie zgrillowany na rozgrzanej do czerwoności metalowej kracie. Umberto Eco w swojej najbardziej znanej powieści „Imię Róży” sugeruje, że przed śmiercią Lorenzo miał jeszcze żartować ze swoich oprawców, sugerując, że należałoby go trochę odwrócić, ponieważ jedna jego strona jest trochę bardziej spieczona od drugiej. Do ostatniej chwili miał nie stracić swojej głębokiej wiary i specyficznego, ironicznego poczucia humoru.


Niestety podczas tortur poprzedzających straszną egzekucję zmuszony został do wydania części skarbów Kościoła którymi się opiekował. Oddał, ale nie wszystkie, bowiem według legendy udało mu się ocalić Święty Graal, czyli kielich, z którego miał pić Chrystus podczas Ostatniej Wieczerzy. Wawrzyniec miał wysłać ten kielich w tajemnicy do swoich rodziców... do Hiszpanii.


Od tego czasu, co roku 10 sierpnia, podczas notte di San Lorenzo, na niebie zobaczyć można spadające gwiazdy (stelle cadenti). Wtajemniczeni wiedzą, że te perseidy to tak naprawdę łzy biednego San Lorenzo, choć niektórzy błędnie uznają je za iskry z wielkiego ogniska, na którym rozgrzewana była wspomniana metalowa krata. To chyba najbardziej romantyczna noc w roku, podczas której Włosi zbierają się na placach, polach i plażach (w sumie to gdziekolwiek), spoglądają w niebo i wypowiadają w duchu najskrytsze marzenia, licząc że się spełnią.


I tak oto święty Wawrzyniec od prawie dwóch tysięcy lat przyczynia się co roku do zwiększania przyrostu naturalnego - nie tylko we Włoszech. Legenda legendą, a w praktyce perseidy zaobserwować można w sierpniu na całej półkuli północnej i niekoniecznie najlepszym dniem jest akurat 10 sierpnia - może to być tak plus minus 2 dni wcześniej lub później.


Niecałe dwieście lat temu jedna taka gwiazda wpadła we Włoszech do rosołu i ku uciesze wszystkich najmłodszych powstał makaron stelline (czyli gwiazdeczki). Potem makaron ten się rozpowszechnił i zyskał też inne nazwy - fiori di sambuco (kwiaty czarnego bzu), stellette (trochę większe gwiazdy) i avemarie. Ostatnia nazwa wzięła się od tego, że makaron jest tak mały, że czas jego gotowania zbliżony jest do czasu potrzebnego na odmówienie jednej zdrowaśki.


Jeśli pamiętacie ze szkoły nowelę „Janko Muzykant”, to na pewno wiecie, że „zdrowaśki” były znaną również w Polsce miarą czasu, wykorzystywaną szczególnie na pograniczu paramedycyny i sztuki kulinarnej... oczywiście to fikcja literacka i tylko dlatego pozwoliłem sobie na ten niewybredny żart!


In pasta veritas.

kulinarne perwersje 2018

Zdradzamy nasz sposób na to, jak sobie robić w życiu dobrze!

Wrzucamy pomysły na ruszt. Czasem własne, czasem cudze;) Czasem hand made, czasem pozwalamy innym się nakarmić..

Opowiadamy, słuchamy, pichcimy, Śmiejemy się, jemy i pijemy.

Przeważnie w towarzystwie, bo wtedy lepiej smakuje.

Ma być miło, na luzie:)

Pozdrawiamy,

Wojtek&Basia