Spaghetti z cytryną i serem feta, inspirowane przepisem Gordona Ramsay’a

Aktualizacja: 17 kwi 2019


Od setek lat, w dniu rozpoczęcia Wielkiego Postu głowa Kościoła Katolickiego występuje przed wiernymi i nawołuje do zachowania wstrzemięźliwości. Każdy papież robi to po swojemu - z większą lub mniejszą charyzmą, każdy ma swój styl i raz wychodzi to lepiej, a innym razem gorzej. Od czasu bezkonkurencyjnego Karola Wojtyły, na tronie Piotrowym mieliśmy Niemca (Josepha Ratzingera) i Argentyńczyka (Jorge Mario Bergoglio). Kto poradził sobie lepiej?


Zgodnie z wielowiekową tradycją w Środę Popielcową papież prowadzi procesję do kościoła Świętej Sabiny w Rzymie, gdzie odprawia mszę i przekazuje zgromadzonym swoje przesłanie na nadchodzące 40 dni. Na marginesie, Święta Sabina to taka pani, której ścięto głowę za wiarę chrześcijańską, a kościół na jej cześć zbudowano w miejscu, gdzie przed dwoma tysiącami lat znajdował się jej dom.


Pewnego razu, Joseph Ratzinger (czyli papież Benedykt) przemawiając do wiernych w Środę Popielcową zwracał uwagę na to, że w dzisiejszych czasach, w okresie Wielkiego Postu, sama wstrzemięźliwość w jedzeniu i piciu jest niewystarczająca i apelował do wszystkich, aby zrezygnowali również z wykorzystywania nowoczesnych technologii i mediów społecznościowych. Dokładnie dziesięć lat później, w identycznych okolicznościach i dokładnie w tym samym miejscu wystąpił papież Franciszek (czyli Jorge Mario Bergoglio). Jego przesłanie co do zasady nie różniło się zasadniczo od przesłania Benedykta, ale jednak było zdecydowanie bardziej inspirujące.


Mówił, że sama wstrzemięźliwość nie jest w tym okresie najważniejsza, że zupełnie nie o to chodzi. Kluczowe ma być to, że Wielki Post jest czasem na refleksję nad sensem naszego istnienia. Apelował, aby potraktować go jako okazję do zatrzymania się na chwilę lub przynajmniej zwolnienia tempa w tym naszym gnającym życiu, które dla wielu pędzi jak oszalałe, jednak często bez świadomie obranego kierunku. „Chodzi o to, żeby przypomnieć sobie, że z wielu rzeczy, które dzisiaj zajmują nasze myśli, z wielu rzeczy, za którymi codziennie pędzimy i którymi się przejmujemy ostatecznie nic nie zostanie. Nieważne jak ciężko będziemy pracowali, nic nie zabierzemy ze sobą z tego świata”.


Takie przesłanie zdecydowanie bardziej trafia do mojego sceptycznego umysłu, ale jest też taka możliwość, że zinterpretowałem słowa Franciszka po swojemu, zupełnie inaczej niż wszyscy. Jeśli nawet tak się stało, to właściwie chyba o to chodzi, żeby każdy wyciągnął coś dla siebie.


Dzisiaj proponujemy danie postne, które sprawdzi się świetnie również w innych okolicznościach - na przykład w upalne letnie dni. Zapraszamy na spaghetti z cytryną i serem feta!


Czego potrzeba (dla 2 osób)?

  • 300g makaronu spaghetti

  • Oliwa z oliwek

  • Sok (wyciśnięty) i skórka (starta) z jednej cytryny

  • Garść startego sera Parmigiano Reggiano

  • 150g pokruszonego sera feta (tylko koniecznie feta a nie "typu feta")

  • Mała garstka świeżych orzeszków piniiŚwieża pietruszka

No i co dalej?

  1. Makaron gotujemy al dente (niezależnie od tego, czy przyrządzamy jakiś włoski klasyk, czy korzystamy z autorskiego przepisu wielkiego szefa kuchni, makaron nigdy nie może być rozgotowany, nigdy!)

  2. Na suchej patelni prażymy orzeszki pinii, które następnie przesypujemy do miseczki - będą czekały na swoją kolej

  3. Rozgrzewamy oliwę z oliwek (sporo, bo to będzie baza dla sosu)

  4. W miseczce obok mieszamy sok i skórkę z cytryny, starty ser Parmigiano Reggiano, pokruszony ser feta (warto zostawić trochę na koniec do posypania na talerzu) i porwane listki pietruszki

  5. Makaron wrzucamy na patelnię z rozgrzaną oliwą, dodajemy mieszankę z miseczki, wszystko razem mieszamy i przekładamy na talerze. Posypujemy resztą pokruszonego sera feta i orzeszkami pinii.

  6. Zajadamy bez opamiętania!

kulinarne perwersje 2018

Zdradzamy nasz sposób na to, jak sobie robić w życiu dobrze!

Wrzucamy pomysły na ruszt. Czasem własne, czasem cudze;) Czasem hand made, czasem pozwalamy innym się nakarmić..

Opowiadamy, słuchamy, pichcimy, Śmiejemy się, jemy i pijemy.

Przeważnie w towarzystwie, bo wtedy lepiej smakuje.

Ma być miło, na luzie:)

Pozdrawiamy,

Wojtek&Basia