Słoik w Warszawie, czyli pomysł na słoikową niedzielę

Słoikami jesteśmy, więc Słoik znamy, choć głównie z wieczornych wypadów na spotkania w luźnej atmosferze. Skoro mówimy o wypadach, to jest jasne, że byliśmy tam więcej niż jeden raz. Bo lubimy. Bo klimat i na lunch i na drinka dobry.



Tym razem wybraliśmy się na śniadanie w weekend. Dotarliśmy tam około godziny dziesiątej. Kelner na wejściu nas przywitał i wskazał komfortowe miejsce do siedzenia. Szum porannych rozmów był tak dyskretny, że wydał nam się idealny na leniwy niedzielny poranek. Na start zamówiliśmy caffe latte i herbatę miętową. Miłym zaskoczeniem było, że zamiast klasycznej herbaty miętowej z saszetek zaoferowano nam liście mięty zalane wrzątkiem. Kawa była smaczna, więc zaczęło się naprawdę nieźle.


W menu znaleźliśmy trzy opcje śniadań w wersji wytrawnej i jedno na słodko. Wybraliśmy „Obfite” i „Wykwintne”, ponieważ tak się właśnie nazywały. Uwaga: w weekendy nie obowiązywała promocja, w której śniadanie można zamówić za 1zł do dowolnej kawy. W sumie szkoda, bo to dobry (miły!) chwyt, a rachunek i tak na koniec wychodzi niemal jak bez promocji (sprawdzone na własnym portfelu, w przypadku rodzinnych śniadań dla 4 osób).


Nasze wrażenia? Wszystko takie… słoikowe. Czyli tak jak pewnie sobie właściciele wymyślili. Marchew i (chyba) kapusta pekińska dodane do śniadania były konserwowe. Osobiście wolę je w wydaniu świeżym, ale też nie na śniadanie. Do tego podane były grzanki, oblane stopionym serem, który przykrywał jakąś szynkę (nie wiem jaką, bo nie można było rozpoznać). I znowu, wolelibyśmy grzanki suche lub ewentualnie polane oliwą i posypane ziołami. Ale to my. Nasze gusta mogą się nie wpisywać w konwencję Słoika, więc pewnie nie należymy do ich śniadaniowej grupy docelowej. Już nie.


Było miło, atmosfera - jak zwykle - nie zawiodła, a jajka poche - idealne!


Zdradzamy nasz sposób na to, jak sobie robić w życiu dobrze!

Wrzucamy pomysły na ruszt. Czasem własne, czasem cudze;) Czasem hand made, czasem pozwalamy innym się nakarmić..

Opowiadamy, słuchamy, pichcimy, Śmiejemy się, jemy i pijemy.

Przeważnie w towarzystwie, bo wtedy lepiej smakuje.

Ma być miło, na luzie:)

Pozdrawiamy,

Wojtek&Basia

kulinarne perwersje 2018