Saltimbocca alla Romana - hedonistyczna przyjemność dla każdego podniebienia!


Nie tak dawno temu, polskie społeczeństwo było oburzone tym, że ekipa rządząca podczas spotkań w restauracji zajadała ośmiorniczki i popijała je szampanem oraz tym, że za wszystko płacili podatnicy. To tylko jedna kwestia, która pewnie przeszłaby bez większego echa, gdyby nie inne, szeroko później komentowane aspekty tych spotkań. Tak wygląda współczesna rzeczywistość, a wiecie jak to było mniej więcej dwa tysiące lat temu?


Przyjęcia, na których podawano ponad sto różnych potraw, spożywanie pereł i sosu perłowego, zakłady o to kto jest w stanie przeznaczyć więcej pieniędzy na organizację imprezy - tak wyglądała rzeczywistość najzamożniejszych ludzi na świecie w okresie świetności Imperium Rzymskiego. Kleopatra na organizację biesiady miała wydać tyle ile wynosiło roczne wynagrodzenie dziesięciu tysięcy legionistów rzymskich - tak umówiła się z Markiem Antoniuszem i była to dla niej kwestia honoru. Czy jej się udało?



Saltimbocca alla Romana to jeden z największych klasyków kuchni rzymskiej. W oryginalnej wersji jest to smażona cielęcina z szynką i listkiem szałwii, przez chwilę duszona w białym winie. Jest jednak pewien szkopuł w nazewnictwie tej potrawy, z którego nawet większość Włochów nie zdaje sobie sprawy. Cucina Romana odnosi się co do zasady do kuchni starożytnego Rzymu, za to współczesna kuchnia rzymska to Cucina Romanesca, a zatem zgodnie z tą zasadą zarówno Saltimbocca jak i na przykład Carbonara to Cucina Romanesca, a nie Cucina Romana. Ostatecznie nie ma to jednak większego znaczenia, jeśli potrawa jest pyszna i zaspokaja nasze perwersyjne potrzeby kulinarne!


A czy sztuka kulinarna w starożytnym Rzymie była rozwinięta? Bardziej niż mogłoby się wydawać! Najzamożniejsi Rzymianie potrafili wydać fortunę na zorganizowanie kolacji i przyjęć, a do rzadkości nie należały spotkania towarzyskie, na których podawano ponad sto różnych potraw. Powszechnym dodatkiem do biesiady były różnego rodzaju pokazy artystyczne, koncerty, przedstawienia i wyszukane (często niewybredne) uciechy dla ciała.


W Rzymie i w starożytnym świecie nie brakowało hedonistów, dla których najważniejsza w życiu była dobra zabawa i pokazywanie światu swojego bogactwa. Doskonałym przykładem był Lucius Licinius Lucullus, który dorobił się niewyobrażalnej fortuny podczas wielu wypraw wojennych i po przejściu na emeryturę zaczął swoje pieniądze wydawać - na różne wille, ogród (do tej pory jego fragment zachował się w Rzymie), ale też na biesiady, jedzenie i wino. W swoim domu urządzał imprezy tak wystawne, że nawet teraz, po dwóch tysiącach lat, we Włoszech jego imię jest synonimem czegoś, co dosłownie ocieka luksusem.



Według legendy pewnego razu Lucullus miał zjeść kolację samotnie, w swoim domu. Niewolnicy przygotowali i podali mu jedno danie, co doprowadziło go do wściekłości. Służący tłumaczyli, że nie spodziewali się, aby ich pan oczekiwał czegoś bardziej wystawnego podczas samotnego posiłku, na co Lucullus miał odpowiedzieć mniej więcej tak: „Jak to? Czy nie wiecie, że Lucullus podejmuje dziś na kolacji ważnego gościa - samego Lucullusa?”.


W pewnym momencie w Rzymie pojawiła się moda na zjadanie pereł. Nie żeby były cenione za swój smak, chodziło po prostu o to, żeby móc pochwalić się innym jak drogie było jedzenie na przyjęciu, a to z kolei miało stanowić o statusie społecznym organizatora. Zaczęło się to niewinnie, podobno trochę z ciekawości, ale dość szybko stało się powszechnym zwyczajem i Rzymianie regularnie połykali perły jako dodatek do przystawek czy dań głównych. Z kolei dla osób, które niespecjalnie chciały połykać twarde kulki, wymyślony został inny sposób - rozpuszczano je najpierw w occie winnym i potem mogły już stanowić idealny, drogi dodatek praktycznie do każdego dania.


Inną znaną hedonistką w starożytnym świecie była Kleopatra. Miała ona kiedyś założyć się z Markiem Antoniuszem, że jest w stanie urządzić przyjęcie, którego organizacja będzie kosztowała dwa i pół miliona denarów. Czy to dużo? Dla porównania roczne wynagrodzenie całej armii rzymskiej, składającej się z około stu pięćdziesięciu tysięcy legionistów miało wynosić około trzydzieści pięć milionów denarów. Marek Antoniusz, pomimo że sam potrafił wydać fortunę na rozrywkę i jedzenie, nie wierzył, że urządzenie takiego przyjęcia jest możliwe i dlatego postanowił przyjąć ten niecodzienny zakład.


Legenda głosi, że Kleopatra urządziła biesiadę jakiej starożytny świat przedtem nie widział. Wszystko ociekało luksusem, ale mimo wszystko wydawało się, że to jednak nie mogło kosztować tyle co roczne wynagrodzenie dziesięciu tysięcy legionistów. W pewnym momencie Kleopatra miała jednak zdjąć jeden ze swoich perłowych kolczyków i wrzucić go do kieliszka z octem. Kiedy perła się rozpuściła, Kleopatra wypiła zawartość i poinformowała wszystkich zgromadzonych, że miała ona wartość ponad dwóch milionów denarów. Podobno zdejmowała już drugi kolczyk, ale jednak ostatecznie ktoś ją przed tym powstrzymał!


Marek Antoniusz został wykiwany, ale zakład przegrał. Zaraz potem uznał jednak, że sprawy zaszły za daleko i wprowadził w Rzymie prawo, które ograniczało kwotowo budżet jaki można było jednorazowo wydać na organizację przyjęcia, a przy okazji maksymalną kwotę, jaką można było przeznaczyć na na ubrania i inne dobra.


Nasz przepis na saltimbocca nie zakłada wykorzystywania pereł i na dodatek zamiast klasycznej szałwii mamy świeży tymianek.


Czego potrzeba?

  • 4 kotlety cielęce

  • 8 plasterków szynki prosciutto

  • Kilka gałązek świeżego tymianku

  • 100 ml białego wina

  • Trochę masła do smażenia

No i co dalej?

  1. Kotlety rozbijamy tłuczkiem i kroimy na mniejsze kawałki

  2. Na każdym z nich umieszczamy 1-2 gałązki tymianku, zawinięte w szynkę i „przypinamy” do kotletów za pomocą wykałaczek lub szpikulcy do zrazów

  3. Na patelni rozgrzewamy masło i obsmażamy kotlety po 2-3 minuty z każdej strony, potem zalewamy winem i dusimy wszystko razem przez kolejne kilka minut.

  4. Na koniec przyprawiamy solą oraz pieprzem i zajadamy bez opamiętania! Ziołowe gałązki można wyciągnąć - smak swój już zostawiły na kotlecie.

  5. W klasycznej wersji zamiast tymianku mamy listek szałwii, która może zostać zjedzona razem z kotletami.

kulinarne perwersje 2018

Zdradzamy nasz sposób na to, jak sobie robić w życiu dobrze!

Wrzucamy pomysły na ruszt. Czasem własne, czasem cudze;) Czasem hand made, czasem pozwalamy innym się nakarmić..

Opowiadamy, słuchamy, pichcimy, Śmiejemy się, jemy i pijemy.

Przeważnie w towarzystwie, bo wtedy lepiej smakuje.

Ma być miło, na luzie:)

Pozdrawiamy,

Wojtek&Basia