Ricciarelli, czyli migdałowe, sieneńskie zło w czystej postaci!


Te ciasteczka to naprawdę zło w czystej postaci, idealnie pasujące do czasów, z których pochodzą - czasów rozpusty, zepsucia i orgii organizowanych nawet przez samych papieży! Jesteście ciekawi? Usiądźcie wygodnie i zapraszamy do lektury!


Ricciarelli to toskański przysmak, który już mniej więcej sześćset lat temu można było spotkać na stołach największych włoskich rodzin szlacheckich i wielu kolejnych papieży. Jakiś czas później rozpowszechniły się na całym Półwyspie Apenińskim, a od całkiem niedawna zdobywają globalną popularność. Sieneńczycy przypisują sobie autorstwo przepisu, ale nawet oni zdają sobie sprawę, że inspiracja przywieziona została przez rycerzy wracających ze wschodu, z jednej z wypraw krzyżowych.


Czasy kiedy powstały to początek włoskiego renesansu, czyli okresu kiedy zaczęto powracać do osiągnięć kultury antycznej i starano się wymazać z pamięci setki lat średniowiecznego zacofania. Szczególnie właśnie w Toskanii, gdzie bogaci Medyceusze roztaczali opiekę nad takimi artystami jak Da Vinci, Michał Anioł i Boticelli. To jest mniej więcej to czego uczą nas w szkole o tym okresie, ale jest też coś, czego w żadnej szkole się nie dowiecie!


Początek Odrodzenia był również okresem absolutnego zepsucia, obłudy, próżności i zdrady. Rozwój sztuki i architektury w dużym stopniu był pochodną wielkości ego i zasobności kasy panujących rodów. Z jednej strony ludzie oczywiście chcieli otaczać się pięknymi rzeczami ale przede wszystkim chodziło o to, aby pokazać innym jak wspaniałe życie prowadzą i jak dużo mają pieniędzy.


A czym przejawiało się zepsucie społeczeństwa w tym okresie? Niektórzy historycy twierdzą, że w czasie kiedy w Rzymie mieszkało około siedemdziesiąt tysięcy mieszkańców, pracowało w nim prawie siedem tysięcy prostytutek (czyli mniej więcej na jedną prostytutkę przypadało około pięciu mężczyzn, wliczając w to dzieci i starców). Zresztą ten najstarszy zawód świata rozwinął się w tamtym czasie do tego stopnia, że podzielony został na coś w rodzaju struktury klasowej. Wyższą klasę stanowiły kurtyzany - zadbane, piękne, wykształcone i subtelne, z kolei nierządnice należały do niższej warstwy - pracowały w domach publicznych i na ulicach.


Kurtyzany często towarzyszyły swoim klientom na przyjęciach i w zasadzie w całym ich życiu towarzyskim. Powszechnie rodziły dzieci najzamożniejszym i najpotężniejszym ludziom tej epoki i było to powszechnie akceptowane - do tego stopnia, że takie bękarty mogły dziedziczyć tron po ojcach. Zdarzyła się nawet taka sytuacja, że jeden z papieży uznał oficjalnie troje swoich dzieci, które urodziła mu kurtyzana i wykorzystywał je do zawierania sojuszy politycznych z innymi państwami.


Kurtyzany były często zapraszane na wielkie przyjęcia, organizowane dla setek a czasem nawet tysięcy gości. Na takich przyjęciach nie brakowało niczego, a szefowie kuchni prześcigali się w przygotowywaniu najbardziej wyszukanych potraw. Takie przyjęcia niejednokrotnie zamieniały się w wielkie orgie - z udziałem kurtyzan, ale nie tylko.


Rozpowszechniła się w tamtym czasie pewna zabawa, która zorganizowana miała zostać kiedyś nawet u papieża Aleksandra VI (słynnego Rodrigo Borgii), nazywana była bałem kasztanów. Polegała na tym, że gospodarz rozsypywał w centralnym punkcie sali worek złotych kasztanów i zapraszał grupę kurtyzan. Od tego momentu zaczynała się wielka orgia, a każda kurtyzana mogła zabrać jeden złoty kasztan za każdego zadowolonego gościa. Aleksander VI miał na jednej z takich imprez powiedzieć „jeśli wszystkie dzieci poczęte dzisiejszej nocy pójdą w ślady swoich ojców, to znacznie przybędzie nam księży i kardynałów”!


Takie to były czasy, ale tego na lekcjach historii w szkole się nie dowiecie. Ricciarelli do tych czasów pasowało idealnie, bo to naprawdę zło w czystej postaci, rodem z najstraszniejszych zakątków piekieł.


Czego potrzeba?

  • 350g płatków migdałowych

  • 350g cukru

  • 100g cukru pudru i jeszcze trochę do posypania ciasteczek

  • 50g mąki

  • 2 białka

  • Pół łyżeczki ekstraktu migdałowego

  • Łyżeczka proszku do pieczenia

No i co dalej?

  1. Płatki migdałów i 300g cukru wrzucamy do robota kuchennego i miksujemy na drobny proszek przypominający mąkę

  2. Do garnka nalewamy odrobinę wody (ok. 20 ml) i wrzucamy pozostałe 50g cukru. Gotujemy co jakiś czas mieszając - do czasu rozpuszczenia się cukru. Potem zdejmujemy z kuchenki, zostawiamy na chwilę do ostygnięcia i łączymy z naszą mąką migdałową.

  3. Dodajemy 50g cukru pudru, 50g mąki i proszek do pieczenia. Mieszamy wszystko w misce i pozostawiamy przykryte wilgotną ściereczką na około 12 godzin.

  4. Po tym czasie nasza mieszanka będzie dość twarda - trzeba ją rozkruszyć za pomocą na przykład drewnianej łyżki.

  5. Ubijamy białka na sztywną pianę. Powoli dodajemy 50g cukru pudru, ciągle mieszając. Miksujemy przez kilka minut do całkowitego rozpuszczenia się cukru.

  6. Ubite białka z cukrem łączymy z przygotowaną wcześniej masą migdałową i ugniatamy.

  7. Z powstałego ciasta tworzymy wałki i nożem kroimy w plasterki. Z każdego takiego plasterka formujemy ciastko i układamy je na blaszce, na papierze do pieczenia.

  8. Przed włożeniem do piekarnika posypujemy jeszcze cukrem pudrem - i potem pieczemy w temperaturze 110°C przez 10 minut.

  9. Wyciągamy i odstawiamy do ostygnięcia. Po około godzinie ciasteczka będą gotowe.

  10. Zajadamy bez opamiętania, tak jakby jutra miało nie być!

kulinarne perwersje 2018

Zdradzamy nasz sposób na to, jak sobie robić w życiu dobrze!

Wrzucamy pomysły na ruszt. Czasem własne, czasem cudze;) Czasem hand made, czasem pozwalamy innym się nakarmić..

Opowiadamy, słuchamy, pichcimy, Śmiejemy się, jemy i pijemy.

Przeważnie w towarzystwie, bo wtedy lepiej smakuje.

Ma być miło, na luzie:)

Pozdrawiamy,

Wojtek&Basia