Quadrucci, czyli łazanki po włosku


Skąd wzięły się kamienie milowe, które w dzisiejszych czasach spotykane są już prawie wyłącznie w pracach projektowych? Czy Włosi jedzą łazanki? Będzie dzisiaj też o wilku, który pożerał ludzi, o festiwalu świec, o rzymskich drogach i o makaronie quadrucci.



Jest w Umbrii pewne piękne średniowieczne miasto, niedaleko granicy z Marche. W szkołach prawie na całym świecie uczą o nim w dzisiejszych czasach i dzieje się tak głównie w kontekście pewnego strasznego wilka, który miał tu kiedyś pożerać ludzi i siać postrach wśród mieszkańców.


Było tak do czasu pojawienia się w okolicy świętego Franciszka, który podjął się trudnych negocjacji ze zwierzęciem. Trudnych, ale na szczęście zakończonych sukcesem, ponieważ wilk dał się przekonać, że jego postępowanie było złe i zgodził się odstąpić od swojego zwyczaju zjadania ludzi w zamian za potrawy, które od tego czasu dostarczane mu były regularnie przez mieszkańców. Z jednej strony fajnie, ale można też uznać, że w tym przypadku wilk zadziałał trochę jak mafia („jeśli będziecie mi płacić, to was nie pozabijam”), ale co tam, historia ta jest bardzo pozytywna i ciekawa, więc po co się czepiać.


W każdym razie według legendy miało to się wydarzyć w Gubbio, czyli bardzo urokliwym mieście, w którym co roku (15 maja) odbywa się Festa dei Ceri, czyli festiwal świec - odbywa się w dzisiejszych czasach i odbywał się w czasach Franciszka, bowiem tradycja ta ma już prawie tysiąc lat.


Festiwal świec brzmi trochę jak jakaś mistyczna ceremonia, ale nic bardziej mylnego. Świece w praktyce są tylko trzy i z prawdziwymi świecami mają niewiele wspólnego. Są to drewniane konstrukcje o wysokości około pięciu metrów i wadze trzystu kilogramów… no i tak rok po roku lokalni, kolorowo poprzebierani mężczyźni biegają sobie z nimi po mieście i ścigają się między sobą. Każda świeca ma upamiętniać innego świętego, który związany jest w jakiś sposób z mieszkańcami miasta... jednak z jakiegoś powodu Franciszek nie jest żadnym z tych trzech świętych.


Z festiwalem świec związana jest za to pewna tradycyjna, lokalna potrawa - zupa rybna z groszkiem i właśnie makaronem quadrucci. Gubbio nie leży bezpośrednio nad morzem, więc ryby muszą być tu kawałek przywiezione, ale z tym nigdy nie było większych problemów, bowiem miasto znajduje się na trasie antycznej drogi via Flamina, która łączyła wybrzeże Adriatyku z Rzymem.


A to, że via Flamina prowadziła do Rzymu nie powinno dziwić, ponieważ chyba każde dziecko wie, że w Italii, w czasach antycznych wszystkie drogi prowadziły do tego miasta. W samym środku Wiecznego Miasta (na Forum Romanum) Oktawian August postawił złoty kamień milowy, który miał być miejscem, do którego prowadziły wszystkie główne szlaki komunikacyjne Półwyspu Apenińskiego. Pomysł wiele, wiele wieków później skopiowali Amerykanie i postawili niedaleko Białego Domu „Zero Milestone”, ale zabrakło im niestety rzymskiego rozmachu i ten ich nie jest złoty, tylko kamienny.


We Włoszech kamieni milowych były tysiące - były to oznakowane, kamienne bloki ustawione wzdłuż dróg dokładnie co jedną milę. Wszystkie (z wyjątkiem tego złotego na Forum Romanum) miały pomóc podróżnym dokładnie określić swoje położenie, co nie byłoby bez nich takie trywialne w czasach, w których nie można było w łatwy sposób skorzystać ze smartfona z mapami Google.


Miało być jeszcze o tym, czy Włosi jedzą łazanki. Pewnie, że jedzą, tylko te ich nazywają się quadrucci.


In pasta veritas.

kulinarne perwersje 2018

Zdradzamy nasz sposób na to, jak sobie robić w życiu dobrze!

Wrzucamy pomysły na ruszt. Czasem własne, czasem cudze;) Czasem hand made, czasem pozwalamy innym się nakarmić..

Opowiadamy, słuchamy, pichcimy, Śmiejemy się, jemy i pijemy.

Przeważnie w towarzystwie, bo wtedy lepiej smakuje.

Ma być miło, na luzie:)

Pozdrawiamy,

Wojtek&Basia