Portfel znaleziony w restauracji

O tym co zrobić ze znalezionym w restauracji portfelem, o błędnych założeniach, stereotypach i o efekcie motyla. Z kategorii „niesamowite historie”. W świecie przepełnionym raczej negatywną informacją, taki miły akcent z okazji poniedziałku. Jeśli przeczytasz do końca, Twój dzień będzie lepszy!


W takim razie co zrobić ze znalezionym w restauracji portfelem? Wiadomo - zabrać wszystkie pieniądze, a resztę wyrzucić albo zostawić gdzieś w przypadkowym miejscu. No bo w sumie dlaczego postąpić inaczej?


Jakieś czas temu wybraliśmy się z żoną na kolację - gdzieś do ogródka przy ulicy Chmielnej w Warszawie. Ogródek taki raczej mało intymny, bo w ciągu kilku godzin obok naszego stolika przeszło kilka tysięcy osób… ale tak miało być - właśnie na taki wieczór mieliśmy tego dnia nastrój. Dopiero następnego dnia w pracy zorientowałem się, że nie mam portfela. Szybko przeszperałem pamięć i wniosek sam się nasunął - ktoś musiał wyciągnąć mi portfel z marynarki powieszonej na krześle - czyli problem murowany. Blokowanie kart, zastrzeganie dokumentów, wyrabianie nowych…


Raczej bez specjalnego entuzjazmu zadzwoniłem najpierw do korporacji taxi - niestety - żaden taksówkarz portfela nie znalazł. W restauracji dowiedziałem się, że też żadnego portfela nie ma, ale osoba, która nas obsługiwała będzie w pracy wieczorem - to mogę jeszcze podjechać i z nią porozmawiać. Całkiem już nie licząc na odnalezienie tego portfela, pojechałem jednak do tej restauracji wieczorem.


I nastąpiło pierwsze wielkie zaskoczenie tego wieczoru. Pani mówi tak:


- Rzeczywiście, pamiętam. Zaraz po Was przy stoliku usiadł następny klient i znalazł portfel…


Wow! Czy to możliwe? Naprawdę już nie wierzyłem, że coś z tego będzie. A jednak są uczciwi ludzie!! Niestety, pani ciągnęła dalej:


- …ale powiedział, że go nie odda…


Super, euforia trwała jakieś 2 sekundy. Wiadomo - zabrał portfel, wyciągnął pieniądze, a resztę wyrzucił. W sumie nie liczyłem, że ktoś mi go zwróci. Pani jednak nie skończyła i mówi dalej:


- …zadzwonił po policję i przekazał portfel bezpośrednio policjantowi. Spisał protokół przekazania portfela i może go Pan odebrać (portfel, nie protokół) na najbliższym komisariacie.


Trochę niedowierzając w to co się wydarzyło ruszyłem na komisariat. Pani na komisariacie mówi, że rzeczywiście - jest portfel - mogę go odebrać. Poprosiła jeszcze tylko o dowód osobisty, żeby mnie zidentyfikować. Czy to się dzieje naprawdę? Czy to możliwe, że portfel się znalazł, a ja teraz rozbiję się o jakieś procedury? No i mówię, że jak - że przecież dowód jest w portfelu, że to chyba jakiś żart.


- No pewnie, że żart. Przecież wiem, że dowód jest w portfelu, wszystko jest zapisane w protokole - i uśmiechnęła się tak szczerym i rozbrajającym uśmiechem, że ja też zacząłem się śmiać. Zadała mi kilka pytań kontrolnych, przygotowała jakieś dokumenty do podpisania i oddała portfel. W środku było wszystko, nic nie zmieniło miejsca i nic nie zniknęło.

- Chciałbym jakoś podziękować klientowi tej restauracji, który zamienił mój straszny dzień w dzień wypełniony pozytywnymi doświadczeniami. Pewnie nie może mi pani powiedzieć, kto ten portfel przyniósł? - dokładnie w tak sformułowałem pytanie - bez sensu i bez namysłu sugerując odpowiedź.

- Jasne, że nie mogę. Ale to podobno stały klient tej restauracji - to może tam coś panu powiedzą.


Wyszedłem z komisariatu wprost na sklep z winem. Długo nie myślałem, wszedłem do środka, opowiedziałem swoją historię z tego dnia i poprosiłem o doradzenie butelki wina, która nada się do przekazania w ramach podziękowań. Przemiły pan chwilę się zastanowił i polecił mi butelkę… za 250 złotych. Myślę sobie - świetnie - wyczuł mój nastrój i znalazł frajera…. Ale dobra, postanowiłem się odwdzięczyć z klasą. Pan zapakował tę butelkę na prezent i mówi tak:


- Kurczę, fajnie że chce się pan tak odwdzięczyć. Większość ludzi zabrałaby portfel i zapomniała o temacie. Ta historia wprowadziła mnie w tak pozytywny nastrój, że dostanie pan ode mnie 25% rabatu…. I trzech kolejnych klientów też - na całe zakupy.


Zaniosłem wino do restauracji i poprosiłem o przekazanie znalazcy mojego portfela przy następnej okazji. Wróciłem do domu i zacząłem się zastanawiać jak dalej rozwinął się ten efekt motyla… A może nie zaczęło się od zgubienia/ znalezienia portfela… być może znalazcę też spotkało coś fajnego tego dnia… Nie wiem i nigdy się nie dowiem.


To jak - może jednak lepiej nie zabierać pieniędzy i nie wyrzucać portfela? Może jednak karma wraca!

kulinarne perwersje 2018

Zdradzamy nasz sposób na to, jak sobie robić w życiu dobrze!

Wrzucamy pomysły na ruszt. Czasem własne, czasem cudze;) Czasem hand made, czasem pozwalamy innym się nakarmić..

Opowiadamy, słuchamy, pichcimy, Śmiejemy się, jemy i pijemy.

Przeważnie w towarzystwie, bo wtedy lepiej smakuje.

Ma być miło, na luzie:)

Pozdrawiamy,

Wojtek&Basia