Pesto Genovese - prawdziwy skarb z północy słonecznej Italii

Kozioł zboczeniec, uciekająca nimfa, drzewo i orzeszki, czyli krótka historia włoskiego pesto z lekkim przymrużeniem oka, zwieńczona przepisem, który spowoduje, że już nigdy nie kupicie gotowego pesto w supermarkecie!


W pewnym sensie można powiedzieć, że prawdziwe włoskie pesto genovese zawdzięczamy greckiemu bogowi, który słynął z tego, że zaspokajał swoje olbrzymie potrzeby seksualne w bardzo niewybredny sposób, niekoniecznie biorąc pod uwagę preferencje, czy chęci po drugiej stronie. Według mitologii niespecjalnie miało dla niego znaczenie, czy akurat znalazł się w towarzystwie pięknej kobiety, nimfy, pastuszka, czy… pozostawię to już Waszym domysłom.


W każdym razie zdarzyło się kiedyś tak, że Pan szwendał się gdzieś po lesie i potrzebował bardzo pilnie dać upust swoim pragnieniom. Tak się nieszczęśliwie złożyło, że napotkał piękną nimfę Pitys, która akurat niespecjalnie miała ochotę na amory, a już szczególnie z dziwnym typem, który niby wyglądał trochę jak człowiek, ale jednak miał zwierzęce rogi i nogi kozła. Próbowała uciekać, ale szybko zdała sobie sprawę, że szanse ma niewielkie i to właśnie wtedy, aby uniknąć gwałtu miała przemienić się w sosnę, prawdopodobnie właśnie pinię.


Wychodzi na to, że gdyby nie grecki bóg o niezaspokojonych potrzebach seksualnych, nie mielibyśmy dzisiaj pinii. Gdyby ich nie było, to świat nie poznałby nigdy ich orzeszków, a to oznacza, że nie powstałoby nigdy pesto genovese. Prawda, że jest w tym logika?


Czego potrzeba?

  • 50 g świeżych liści bazylii

  • 60 g Parmigiano Reggiano

  • 40 g Pecorino1 ząbek czosnku

  • 15 g orzeszków pinii

  • 100 ml oliwy

No i co dalej?

  1. Do moździerza wrzucamy obrany ząbek czosnku i ugniatamy

  2. Dodajemy liście bazylii, rozcieramy, potem orzeszki pinii i ponownie to samo

  3. Dodajemy starty ser, oliwę i kolejny raz ucieramy wszystko w moździerzu, aby uzyskać w miarę jednolitą masę

  4. Zajadamy bez opamiętania!

kulinarne perwersje 2018

Zdradzamy nasz sposób na to, jak sobie robić w życiu dobrze!

Wrzucamy pomysły na ruszt. Czasem własne, czasem cudze;) Czasem hand made, czasem pozwalamy innym się nakarmić..

Opowiadamy, słuchamy, pichcimy, Śmiejemy się, jemy i pijemy.

Przeważnie w towarzystwie, bo wtedy lepiej smakuje.

Ma być miło, na luzie:)

Pozdrawiamy,

Wojtek&Basia