Pasta al forno alla calabrese, czyli makaron z serią brutalnych morderstw w tle


W samym środku lata 1969 roku w Stanach Zjednoczonych zorganizowano festiwal, podczas którego występowały muzyczne ikony tamtego okresu, takie jak The Doors, Led Zeppelin, The Beattles i Bob Dylan. Gwiazdy na scenie w połączeniu z motto „pokój, miłość i szczęście” przyciągnęły na Woodstock ponad czterysta tysięcy osób, które zapewne do dzisiaj wspominają to wydarzenie z łezką w oku (albo ze skrętem w ręku). Dokładnie dwa tygodnie później, na drugim końcu kraju na świat przyszedł Andrew Cunanan, które również zapisał się na kartach historii, ale niestety w dość krwawy sposób.


Mama Andrew była bardzo wierzącą kobietą i miała korzenie włoskie, za to tata był amerykańskim żołnierzem z wschodnioazjatyckim rodowodem. Ojciec niestety przebywał na misji w Wietnamie i w związku z tym nie mógł być obecny przy narodzinach syna. Ten mały aniołek był ich czwartym dzieckiem i nie byłoby w tej sytuacji nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że z jego wychowaniem coś poszło nie tak i niecałe trzydzieści lat później stał się jednym z najbardziej poszukiwanych przestępców w Stanach.


Andrew Cunanan prowadził dość rozwiązły i bardzo imprezowy tryb życia. Zaprzyjaźniał się z bogatymi, starszymi mężczyznami i otrzymywał od nich spore kwoty za okazywaną im bliskość cielesną. Wykorzystując zarobione pieniądze bardzo starał się zaimponować swoim znajomym, wszystkim stawiał drinki, zapraszał na drogie kolacje i organizował wielkie, niesamowicie wystawne przyjęcia.


W pewnym momencie nagle zniknął i urwał się z nim jakikolwiek kontakt. Chwilę później był już poszukiwany przez policję, a jego zdjęcia pojawiły się na pierwszych stronach gazet i w telewizji. Niestety żadne służby nie były w stanie go wytropić i znaleziono go dopiero po kilku miesiącach. Rzekomo popełnił samobójstwo, ale nie zostawił żadnej wiadomości i stuprocentowej pewności nikt mieć nie może. Wiadomo natomiast, że w międzyczasie zamordował pięć osób - jedną zakatował młotkiem, drugą zadźgał śrubokrętem, a pozostałe trzy zastrzelił.


Piąta ofiara zamordowana została przed wejściem do swojej rezydencji w Miami Beach. Był to znany projektant mody - Włoch, który urodził się w Kalabrii. Od dziecka pomagał mamie w zakładzie krawieckim i w sklepie, w którym sprzedawała swoje ubrania. Już jako mały chłopiec tworzył swoje autorskie sukienki, a pierwszą profesjonalną kreację sprzedał w wieku siedemnastu lat. Niedługo później zaprojektował kolekcję letniej odzieży firmowanej swoim nazwiskiem, która bardzo szybko zdobyła popularność i dała początek globalnej karierze chłopca.


W czasie swojej twórczości stworzył dom mody, produkował perfumy, bieliznę, tkaniny, akcesoria skórzane, a nawet linię artykułów do dekoracji wnętrz. Piątą ofiarą był Gianni Versace.


Ten znany na całym świecie projektant miał niebywałe wyczucie smaku, dużą wrażliwość, doskonale wiedział co dobre i pochodził z Kalabrii, a w związku z tym z całą pewnością w dzieciństwie zajadał się pasta al forno alla calabrese. Czy po takiej rekomendacji można nie spróbować tej potrawy?


Czego potrzeba?

  • 300g makaronu rigatoni

  • 700g passaty pomidorowej

  • 2 szalotki

  • 100g soppressata picante calabrese (lub zamiennie jakiejś innej, pikantnej salami)

  • 100g caciocavallo silano

  • Garść startego sera grana padano

  • 2 jajka

  • Kilka gałązek oregano

No i co dalej?

  1. Szalotki kroimy w kosteczkę i smażymy na oliwie z oliwek do czasu aż się zeszkli

  2. Zalewamy passatą pomidorową, dodajemy listki oregano i gotujemy przez około 20 minut, dodajemy ser caciocavallo i mieszamy

  3. Jajka gotujemy na twardo i kroimy w plasterki

  4. Gotujemy makaron i wrzucamy do sosu, dodajemy pokrojone salami, jaja, przyprawiamy solą i wszystko mieszamy

  5. Przekładamy do naczynia żaroodpornego, posypujemy startym grana padano i zapiekamy przez ok. 20 minut (200°C)

  6. Wyciągamy z pieca i zajadamy bez opamiętania!



kulinarne perwersje 2018

Zdradzamy nasz sposób na to, jak sobie robić w życiu dobrze!

Wrzucamy pomysły na ruszt. Czasem własne, czasem cudze;) Czasem hand made, czasem pozwalamy innym się nakarmić..

Opowiadamy, słuchamy, pichcimy, Śmiejemy się, jemy i pijemy.

Przeważnie w towarzystwie, bo wtedy lepiej smakuje.

Ma być miło, na luzie:)

Pozdrawiamy,

Wojtek&Basia