Uova alla fiorentina, czyli jajka po florencku - przysmak sierotki Kaśki sprzed 500 lat

Aktualizacja: 27 kwi 2019


Efekt motyla mógł spowodować, że pojawienie się syfilisu w Europie doprowadziło do powstania tak wspaniałego dania jak jajka po florencku. Miała w tym swój udział też pewna mała, włoska sierotka z wyłupiastymi oczami, która jako dojrzała kobieta stała się postrachem Europy. Kaśka - tak miała na imię.


Włosi twierdzą, że jajka po florencku są tradycyjnym daniem z Półwyspu Apenińskiego i nie mają co do tego żadnych wątpliwości - w końcu nawet sama nazwa wskazuje na toskański rodowód. Zdecydowanie inne zdanie w tym temacie mają Francuzi, ale to nie powinno raczej dziwić bo te dwa kraje historycznie spierały się o wszystko, co tylko możliwe - każdy powód do niezgody był dobry i wystarczający. Oba kraje od czasów starożytnych walczyły ze sobą o terytorium i wpływy, ale też o rzeczy pozornie błahe - takie jak na przykład pochodzenie zupy cebulowej, czy wyższość wina włoskiego nad francuskim bądź też francuskiego nad włoskim.


Są też spory, które zaliczyć można do kategorii nietypowych - jak na przykład spór o to, kto sprowadził na Europę epidemię syfilisu - Włosi do tej pory nazywają go chorobą francuską, a Francuzi chorobą neapolitańską. Fakt jest taki, że pojawił się nagle jakieś 500 lat temu w okolicach Neapolu, a wojsko francuskie po zajęciu miasta, wracając „do siebie” rozniosło go po całych Włoszech i rozpoczęło epidemię tej choroby w zasadzie w całej Europie. Jak to w życiu i historii bywa, każde zdarzenie może uruchomić tak zwany efekt motyla i doprowadzić do skutków, które z pozoru, na pierwszy rzut oka, nie są z nim związane. Taki efekt motyla mogło uruchomić pojawienie się syfilisu - być może to właśnie ta choroba doprowadziła w pewien sposób do powstania jajek po florencku.


Zatem po kolei. Mniej więcej 500 lat temu we Florencji na świat przyszła pewna dziewczynka. Od razu widać było, że zbyt urodziwa nie będzie, bo coś nie tak było z jej oczami - takie jakby trochę wyłupiaste się jej trafiły. Od pierwszych chwil życia nie miała też szczęścia, ponieważ jej mama zmarła zaraz po porodzie. Tata ją prawdopodobnie bardzo kochał, ale kochał też wiele kobiet - w sensie bardziej fizycznym niż platonicznym, a pech małej dziewczynki nie polegał na tym, że w sercu taty brakowało dla niej miejsca - chodziło bardziej o to, że kilka tygodni po śmierci mamy tata zmarł na syfilis.


Szczęście w nieszczęściu dziewczynka miała takie, że tata był księciem Urbino i w związku z tym nie trafiła ona na ulicę, ale pod dość osobliwą opiekę, bo do samego Ojca Świętego (który tak się akurat złożyło, że był jej krewnym). Papa oczywiście nie przygarnął biednej sieroty z dobrego serca, ale licząc na pewne korzyści polityczne. Kiedy młoda miała 14 lat znalazł jej męża - księcia Orleanu, który zresztą jakiś czas później został królem Francji, ale na to w dniu ślubu jeszcze się raczej nie zapowiadało. W każdym razie dziewczynka, przyzwyczajona do życia w luksusie, wyjeżdżając do obcego kraju zabrała ze sobą całą armię kucharzy i włoskich przepisów, a wśród nich naszą dzisiejszą potrawę, czyli jajka po florencku. To jest oczywiście wersja włoska, bo francuzi uważają, że owszem przywiozła do Francji mnóstwo kulinarnych inspiracji, ale uova alla fiorentina powstały już w ich kraju i co najwyżej bazowały na produktach przywiezionych przez nową królową (chodziło w szczególności o szpinak).


Główną bohaterką dzisiejszej opowieści jest Catherina de Medici, która zasłynęła również z kilku innych powodów. Zapisała się na kartach historii między innymi za sprawą swojej przebiegłości (kiedyś wyprawiła córce wesele, podczas którego zamordowano około 5 tysięcy osób) i za sprawą swojej innowacyjności (miała wymyślić nowoczesne, damskie siodło). Była też mamą jednego z polskich królów, który jednak dość szybko, bo po mniej więcej roku panowania, potajemnie uciekł z Krakowa, żeby chwilę później zasiąść na tronie Francji.


W taki czy inny sposób to właśnie Kaśce zawdzięczamy jajka po florencku, a pewnie nigdy nie zostałaby królową Francji gdyby jej tata nie poszedł za bardzo w tango i nie nabawił się syfilisu. My w każdym razie zapraszamy dzisiaj na uova alla fiorentina!


Czego potrzeba (2 porcje)?

  • 2 jajka i 2 żółtka

  • 250g świeżych liści szpinaku

  • 3-4 ząbki czosnku

  • 50g masła

  • Sok z połowy cytryny

  • Trochę płatków suszonej ostrej papryki

  • 2 kromki chleba

  • Oliwa z oliwek

No i co dalej?

  1. Na patelni rozgrzewamy oliwę z oliwek i na gorącą wrzucamy dwa ząbki czosnku. Po jakiś 3-4 minutach zdejmujemy czosnek i wrzucamy świeże liście szpinaku. Szpinak warto doprawić solą, a czosnek można już wyrzucić (albo zjeść).

  2. Kiedy szpinak zmięknie, przekładamy go na sitko, żeby pozbyć się nadmiaru wody. Potem przekładamy na deskę i drobno kroimy. Można go z powrotem wrzucić na patelnię, ale już tylko po to, żeby był ciepły, kiedy będzie potrzebny.

  3. Teraz przygotowujemy sos. W misce umieszczonej na gorącej parze, ubijamy żółtka na puszystą masę z solą i sokiem z cytryny. Następnie powoli dodajemy rozpuszczone, gorące masło, cały czas ubijając. Sos gotowy.

  4. Chleb wrzucamy na patelnię grillową - po kilka minut z każdej strony. Po zdjęciu nacieramy ostatnim ząbkiem czosnku i polewamy oliwą.

  5. Jajka po kolei wrzucamy do gorącej wody z solą i łyżką białego octu winnego. Podczas gotowania tworzymy w garnku delikatny wir (czyli w uproszczeniu mówiąc - mieszamy),tak żeby białko owinęło się wokół żółtka. Każde jajko gotujemy mniej więcej 3-4 minuty.

  6. Na grzankach układamy szpinak, potem jajko, polewamy sosem i posypujemy płatkami papryczki chilli.

  7. Zajadamy bez opamiętania!


Największe wyzwanie w tym daniu, to żeby każdy element przygotowany został mniej więcej w tym samym czasie - aby wszystko było ciepłe. Opcjonalnie sos holenderski można przygotować chwilę wcześniej i przelać do termosu - w ten sposób zachowa odpowiednią temperaturę.

kulinarne perwersje 2018

Zdradzamy nasz sposób na to, jak sobie robić w życiu dobrze!

Wrzucamy pomysły na ruszt. Czasem własne, czasem cudze;) Czasem hand made, czasem pozwalamy innym się nakarmić..

Opowiadamy, słuchamy, pichcimy, Śmiejemy się, jemy i pijemy.

Przeważnie w towarzystwie, bo wtedy lepiej smakuje.

Ma być miło, na luzie:)

Pozdrawiamy,

Wojtek&Basia