Momu, Warszawa

Do MOMU przywiodła mnie koleżanka, która pracuje obok i to miejsce zna lepiej niż firmową kantynę. Lubi to miejsce, wraca tu i poleca. Twierdzi, że jest pysznie (zwłaszcza tatar w dymie owocowym), a atmosfera sprzyja i spotkaniom przy śniadaniowej kawie i wieczornym drinku.


MOMU samo pisze o sobie, że serwuje tradycyjną kuchnię polską w nowoczesnym wydaniu. Po otwarciu menu już wiem, że to miejsce jest wyjątkowe. My odwiedziłyśmy MOMU w porze śniadaniowej. W tygodniu (w godz. 09:00-12:00), jeśli zamówicie kawę, dostaniecie śniadanie za 1 zł. W weekend z kolei, w godz. 10:00-14:00, napijecie się kawy za 1 grosz, jeśli zamówicie śniadanie.



Otwieram menu, wszystko brzmi bajecznie i nie wiem, na co się zdecydować. Finalnie zamawiam Brandade z dorsza bałtyckiego, czyli puree z dorsza, chałkę, jajo sadzone, pieczoną dynię, sałatę rzymską, z galaretką z pigwy i sosem tatarskim. Wszystko w formie kanapki do zjedzenia nożem i widelcem ;) Kiełbasa śląska a’la świeżonka też daje radę, zwłaszcza jak ktoś bardzo głodny jest, albo musi po prostu dużo zjeść, bo jest w ciąży, albo ma taki metabolizm, że go i tak nic nie ruszy, a chociaż się naje:) (—> M <3). Zdjęcie menu dołączam, więc sami zerknijcie jak to wygląda.

Lokalizacja na placu teatralnym sprzyja ku temu, żeby po prostu wpaść na kawę przed pracą, bądź w czasie przerwy, a rano (tuż przed 9.) to nawet sporo miejsca do zaparkowania się znajdzie;)





Dla mnie to z pewnością nie koniec przygody z Momu, bo ten tatar w dymie owocowym dotąd smyra kubki smakowe mojej wyobraźni i nie widzę innego sposobu, jak go po prostu spróbować! Na pewno o tym napiszemy:)

kulinarne perwersje 2018

Zdradzamy nasz sposób na to, jak sobie robić w życiu dobrze!

Wrzucamy pomysły na ruszt. Czasem własne, czasem cudze;) Czasem hand made, czasem pozwalamy innym się nakarmić..

Opowiadamy, słuchamy, pichcimy, Śmiejemy się, jemy i pijemy.

Przeważnie w towarzystwie, bo wtedy lepiej smakuje.

Ma być miło, na luzie:)

Pozdrawiamy,

Wojtek&Basia