Kaczka w sosie pomarańczowym - aromatyczna i niebanalna!


Smród. Odrażający, wszechobecny odór i bardzo prosty sposób na to, jak sobie z nim poradzić. Ha! Nie jest to pewnie najlepszy wstęp do kaczki w sosie pomarańczowym na bazie białego wina, ponieważ ta pachnie i smakuje obłędnie, ale jest tu pewien związek, o którym zaraz opowiemy.


Przechadzając się po takich miastach jak Rzym, Florencja czy Mediolan, podziwiając architekturę i przepych najbardziej znanych budynków, można spróbować przenieść się w czasie i wyobrazić sobie jak pięknie wyglądały te miejsca jakieś pięćset lat temu. Najczęściej w tego typu wycieczkach i marzeniach jest jeden element, który nasza wyobraźnia pomija - w sposób bardziej lub mniej świadomy. Chodzi o odrażający i wszechobecny na ulicach smród, odór nie do zniesienia, który był stałym elementem większości zakątków dużych miast w tamtym czasie.


Raz na jakiś czas rządzące miastami wielkie rody przeprowadzały akcje czyszczenia ulic i pozbywania się tego smrodu, ale miało to charakter raczej doraźny i związane było z jakimiś dużymi wydarzeniami. Z wyjątkiem najzamożniejszych elit, które we Włoszech regularnie brały gorącą kąpiel (regularnie, czyli nawet raz na dwa tygodnie!), większość mieszkańców nie miała takiego komfortu i nawet nie odczuwała potrzeby regularnej higieny osobistej. Do tego można dodać jeszcze rynsztoki, z których też w upalne dni raczej najpiękniej nie pachniało i wyobrażenie tamtych czasów będzie już trochę bardziej kompletne.


Zresztą duża część Włochów nawet jeśli się nie myła, to przynajmniej próbowała tuszować nieprzyjemne zapachy różnymi pachnidłami i z pogardą wypowiadała się o ludziach, którzy „o siebie nie dbali”. Podobno panowało nawet takie przekonanie, że na Półwyspie Apenińskim z łatwością można było rozpoznać Hiszpanów - nawet zanim się odezwali - właśnie po zapachu... a właściwie to po smrodzie! Czy tak było naprawdę, to trudno stwierdzić, ponieważ przekonanie to mogło w pewnym stopniu być efektem ograniczonej sympatii, jaką Włosi darzyli Hiszpanów.


A jak radzili sobie w takim świecie ci najbardziej dbający o siebie i biorący kąpiel nawet dwa razy w miesiącu? Sposobem wyższych sfer na przetrwanie miało być pewnego rodzaju maskowanie dochodzących z zewnątrz zapachów. Zamożni mieszkańcy, wychodząc na ulicę, mieli w tym celu zakładać specjalne rękawiczki, nasączone olejkami cytrusowymi i przemieszczać się po mieście z ręką przy twarzy. Alternatywnie dobrze sprawdzała się też połówka pomarańczy trzymana przy nosie lub specjalne maski nasączone cytrusowymi zapachami.


W ten właśnie sposób od smrodu miasta doszliśmy do pomarańczy i naszej dzisiejszej propozycji, czyli kaczki w sosie pomarańczowym.


Czego potrzeba?

  • 2 piersi z kaczki

  • 3 łodygi selera naciowego

  • Marchewka

  • Pietruszka

  • 2-3 szalotki

  • 2 ząbki czosnku

  • Butelka białego wina

  • Łyżka mąki ziemniaczanej

  • 300 ml świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy

  • 2 gałązki świeżego rozmarynu

  • 2 gałązki świeżego tymianku

No i co dalej?

  1. Na patelni rozgrzewamy oliwę z oliwek. Podsmażamy na niej drobno posiekane szalotki i czosnek.

  2. Po kilku minutach dodajemy pozostałe, drobno posiekane warzywa i smażymy jeszcze przez około 10 minut (jeśli potrzeba dodajemy jeszcze trochę oliwy z oliwek)

  3. W żeliwnymi garnku (albo na dużej patelni), na oliwie z oliwek podsmażamy piersi z kaczki - tak po 3-4 minuty z każdej strony.Posypujemy je mąką ziemniaczaną, jeszcze chwilę podsmażamy i zalewamy białym winem, dokładnie mieszamy.

  4. Dodajemy przygotowane warzywa, zioła, dolewamy sok pomarańczowy (pokrojona pomarańcza też może być - jak kto woli, byle była obrana).

  5. Redukujemy sos mniej więcej o połowę, a następnie dusimy pod przykryciem jeszcze przez 2-2,5h.

  6. Zajadamy bez opamiętania!

kulinarne perwersje 2018

Zdradzamy nasz sposób na to, jak sobie robić w życiu dobrze!

Wrzucamy pomysły na ruszt. Czasem własne, czasem cudze;) Czasem hand made, czasem pozwalamy innym się nakarmić..

Opowiadamy, słuchamy, pichcimy, Śmiejemy się, jemy i pijemy.

Przeważnie w towarzystwie, bo wtedy lepiej smakuje.

Ma być miło, na luzie:)

Pozdrawiamy,

Wojtek&Basia