Fusilli col buco - zakręcony makaron z dziurką


Mezalians i efekt gorącej namiętności, strategiczny związek z rozsądku, czy też może szczęśliwa relacja z przypadku. Jesteście ciekawi? Zapraszamy do lektury, a czytając o makaronie fusilli col buco dowiecie się przy okazji o kilku przedziwnych zwyczajach ślubnych z Półwyspu Apenińskiego.


W dzisiejszych czasach większość związków małżeńskich zawierana jest z miłości, choć część pewnie też z rozsądku lub konieczności. Dawniej powszechne były małżeństwa zawierane jako sojusze strategiczne i często z długim wyprzedzeniem aranżowane były przez rodziców.


W starożytnym Rzymie zdarzało się tak, że pan młody nie widział panny młodej do czasu zawarcia związku małżeńskiego. Czasem bywało nawet tak, że panna młoda do ostatniej chwili musiała nosić specjalną maskę, całkowicie zasłaniającą jej twarz - na wszelki wypadek, żeby wyeliminować ryzyko tego, że przyszły mąż ucieknie, jeśli uroda wybranki nie będzie odpowiadała jego wyobrażeniom. Ciekawe w tym wszystkim jest jeszcze również fakt, że działało to tylko w jedną stronę, tak jakby zakładano, że mężczyzna zawsze spodoba się kobiecie.


W każdym razie trochę czasu już minęło, a według tradycji ciągle jeszcze w dniu ślubu przyszły mąż nie powinien oglądać panny młodej w dniu ślubu, choć dzisiaj jest o tyle lepiej, że konsekwencje nieprzestrzegania tej tradycji są zupełnie inne - co najwyżej trochę mniej szczęścia we wspólnym życiu.


Trochę później, już w czasach chrześcijańskich, konieczne było skonsumowanie związku, aby taki sojusz strategiczny był ważny, a żeby to potwierdzić w sypialni nowożeńców konieczna była obecność świadków.


Według Mario Puzo miało tak być na przykład w przypadku Lukrecji Borgii - córki papieża Aleksandra (sam fakt posiadania córki przez papieża pozostawmy tym razem na boku). Wyobraźcie sobie teraz, że macie piękny ślub i wspaniałe wesele. Goście rozchodzą się już do domów, a Wy razem ze swoją drugą połówką udajecie się do specjalnie przygotowanego pokoju małżeńskiego. Oczywiście tę drugą połówkę widzicie pierwszy raz w życiu i niekoniecznie Wam się nawet podoba, więc jest trochę niezręcznie. Wchodzicie do pokoju, a tam czeka już na Was świadek, który ma upewnić się, że nie pójdziecie grzecznie spać. Nie dość, że świadek, to jeszcze tata, nie dość, że tata to jeszcze papież! Tak miało być w przypadku Lukrecji Borgii - petarda!


Czy to prawda to tak do końca nie wiadomo, ponieważ niektórzy twierdzą, że to małżeństwo miało zostać zawarte per procura - czyli bez obecności pana młodego. To też nieidealnie, ale jednak chyba trochę lepiej.


Żeby jednak nie było tak strasznie - z Włoch pochodzi też inna, bardzo pozytywna tradycja ślubna. W starożytnym Rzymie para młoda, po zakończeniu ceremonii miała spędzać trochę czasu tylko w swoim towarzystwie - tyle czasu ile trwał pełen cykl księżyca. Dodatkowo codziennie, do każdego posiłku mieli spożywać trochę ślubnego miodu i już się pewnie domyślacie, że stąd właśnie pochodzi określenie „miesiąc miodowy”.


A jak doszło do połączenia fusilli i bucatini? Otóż dostojny pan bucatini prowadził sobie spokojne, samotne życie. Sztywniak z niego był okropny, zawsze wyprostowany jakby połknął kij od szczotki. Pani fusilli prowadziła podobnie samotne życie, ale charakter miała zgoła odmienny - artystyczna dusza, taka trochę wykręcona. Było tak do czasu, aż pewna gospodyni domowa postanowiła włożyć kij w mrowisko, a właściwie to prawdopodobnie drut - taki jak do robienia swetrów. Zakręciła bucatini na drucie i połączyła ze sobą te dwa makarony.

Pani fusilli wpadła jak śliwka w kompot - zakochała się bez pamięci i nawet nie przeszkadzało jej, że jej wybranek był całkiem pusty w środku. Stworzyli fajną parę, od lat żyją w zgodzie i nic nie zapowiada, żeby kiedykolwiek mieli się pokłócić i rozstać.


Czy związek został skonsumowany? Oj tak, wiele razy... i to dosłownie!


In pasta veritas.

kulinarne perwersje 2018

Zdradzamy nasz sposób na to, jak sobie robić w życiu dobrze!

Wrzucamy pomysły na ruszt. Czasem własne, czasem cudze;) Czasem hand made, czasem pozwalamy innym się nakarmić..

Opowiadamy, słuchamy, pichcimy, Śmiejemy się, jemy i pijemy.

Przeważnie w towarzystwie, bo wtedy lepiej smakuje.

Ma być miło, na luzie:)

Pozdrawiamy,

Wojtek&Basia