Coniglio alla cacciatore, czyli królik po myśliwsku


W 2017 roku rząd Polski zainwestował w kampanię, której celem była promocja zdrowego trybu życia i prokreacji. W przygotowanym specjalnie na tę okazję spocie reklamowym to właśnie króliczki przekonywały, że doskonale wiedzą, jak zadbać o liczne potomstwo, no i oczywiście zachęcały odbiorców do podążania za ich przykładem. Nie bez powodu utarło się powiedzenie „rozmnażać się jak króliki”, ponieważ kiedy te zwierzaki zaczną, to już nie sposób ich zatrzymać. Najlepiej przekonali się o tym kiedyś mieszkańcy Australii, która to w pewnym momencie została prawie zjedzona przez te szkodniki.


Pomimo że króliki są dzisiaj obecne na każdym kontynencie z wyjątkiem Antarktydy, to jednak nie zawsze tak było. Pochodzą najprawdopodobniej z obszarów Hiszpanii, Portugalii i południowej Francji, ale dość szybko zostały sprowadzone do innych rejonów Europy i świata, ponieważ prawie od zawsze cenione były przez wzgląd na swoje mięso i futro. Obecnie nikt się już nie zastanawia skąd przywędrowały i każdy traktuje je jako swoje, między innymi dlatego, że zwierzęta te bardzo łatwo adaptowały się w nowych miejscach, a następnie mnożyły „jak króliki”.


Przenieśmy się na chwilę do roku 1787, do samego centrum Imperium Brytyjskiego. Po zakończeniu rewolucji amerykańskiej i ogłoszeniu niepodległości przez Stany Zjednoczone, nad Tamizą pojawił się pewien nieoczywisty problem. W Ameryce Północnej funkcjonowały kolonie karne, czyli coś w rodzaju radzieckich obozów na Syberii, tylko że za oceanem. W nowym układzie Stany Zjednoczone nie były zainteresowane dalszym przyjmowaniem do siebie przestępców przypływających z całego świata, więc trzeba było szybko coś wymyślić, zwłaszcza że brytyjskie więzienia nie miały możliwości pomieszczenia wszystkich skazańców. Co to ma wspólnego z królikami? Spokojnie, zaraz wszystko się wyjaśni.


Los uśmiechnął się do Australii, a być może srogo z niej zadrwił, ponieważ to właśnie ona została wybrana jako miejsce, w którym powstała nowa kolonia karna dla Imperium Brytyjskiego. Właśnie w 1787 roku wyruszyła tam pierwsza poważna wyprawa osadnicza, składająca się z jedenastu okrętów i około półtora tysiąca osadników, z których ponad połowę stanowili skazańcy. Na tę daleką podróż załapało się również trochę królików i były to pierwsze szaraki, które kiedykolwiek postawiły łapki na czerwonym kontynencie.


W każdym razie pomysł się całkiem nieźle sprawdził i szybko do Australii zaczęły przypływać kolejne okręty ze skazańcami - łącznie przypłynęło ich tam ponad sto pięćdziesiąt tysięcy! Dzisiaj szacuje się, że około 20% współczesnych mieszkańców tego kontynentu jest ich potomkami w prostej linii.


Skazańcy w Australii nie byli pozostawieni sami sobie, od początku funkcjonowała tam administracja i powoli tworzyły się również „normalne” osiedla i miasteczka. Jednym z osadników był Thomas Austin, który uwielbiał polować na króliki i który musiał zmierzyć się z poważnym problemem zaraz po przeprowadzce na drugi koniec świata - w Australii nie było bowiem żadnych dzikich królików, a te, które przypłynęły na pierwszych okrętach były zwierzętami hodowlanymi i w jego ocenie nie nadawały się na polowania. W związku z tym sprowadził sobie z Anglii dwa tuziny tych zwierząt i od razu wypuścił je w okolicznych lasach. Właśnie w tym momencie zainicjowany został proces, który miał doprowadzić do katastrofy!


Króliki zaczęły się rozmnażać w zastraszającym tempie. Około sto pięćdziesiąt lat później ich populację w Australii szacowano na dziesięć miliardów osobników (i w każdym z nich prawdopodobnie płynęła krew wspomnianych dwóch tuzinów szaraków-pionierów). Był to olbrzymi problem, ponieważ te szkodniki zjadały wszystko co im wpadło w łapki. Przyszedł czas na zdecydowane działania i władze Australii zdecydowały się na wypowiedzenie im otwartej wojny! Ogłoszono nawet narodową burzę mózgów w celu znalezienia sposobu na pozbycie się ich raz na zawsze lub przynajmniej istotnego ograniczenia ich populacji - każdy mógł zgłosić pomysł i wygrać całkiem wartościową nagrodę.


Od tego czasu króliki tępiono w każdy możliwy sposób, nawet biologicznie, poprzez masowe ich otruwanie. Zbudowano też gigantyczny płot, którym otoczono tereny rolne w Australii - takie ogrodzenie, które ma ponad trzy tysiące kilometrów długości i tylko jeden cel - uniemożliwienie wejścia królików na pola uprawne. Problem udało się ostatecznie ograniczyć i populacja królików spadła z dziesięciu miliardów do około dwustu milionów. Ciągle sporo, ale da się żyć!


Nasza dzisiejsza propozycja w sposób przewrotny nawiązuje do tej historii - coniglio alla cacciatore, czyli królik na sposób myśliwski!


Czego potrzeba?

  • 1 kg królika (my wykorzystaliśmy comber)

  • Dwie średnie cebule

  • 800g pomidorów

  • 2 ząbki czosnku

  • 50 ml oliwy z oliwek

  • 100 ml białego wina

  • 2 liście laurowe

  • 4 gałązki świeżego rozmarynu

  • 50g mąki

No i co dalej?

  1. Na patelni rozgrzewamy oliwę z oliwek, a następnie wrzucamy do niej pokrojoną cebulę i czosnek. Kiedy cebula się zeszkli dodajemy liście laurowe i rozmaryn.

  2. Kawałki królika obtaczamy w mące i wrzucamy na patelnię. Podsmażamy przez około 10 minut, co jakiś czas mieszając.

  3. Teraz wyciągamy czosnek i wlewamy białe wino. Gotujemy wszystko do czasu aż wino odparuje.

  4. Dorzucamy pokrojone w grubą kostkę pomidory i wszystko dusimy przez około 50 minut (ale nie przykrywamy patelni, ponieważ zależy nam na tym, żeby trochę odparowało i żeby sos zgęstniał)

  5. Przekładamy na talerze i zajadamy bez opamiętania!

kulinarne perwersje 2018

Zdradzamy nasz sposób na to, jak sobie robić w życiu dobrze!

Wrzucamy pomysły na ruszt. Czasem własne, czasem cudze;) Czasem hand made, czasem pozwalamy innym się nakarmić..

Opowiadamy, słuchamy, pichcimy, Śmiejemy się, jemy i pijemy.

Przeważnie w towarzystwie, bo wtedy lepiej smakuje.

Ma być miło, na luzie:)

Pozdrawiamy,

Wojtek&Basia