Chifferi - lepszy rydz niż nic, czyli makaron na otarcie łez


Czy wiecie, że 5% rdzennych Włochów nie mówi po włosku? Włoski to zresztą język diabelski, który rozwinął się na bazie rozbudowanych opisów piekła... a jego kolebką jest miejsce, które jako pierwsze w Europie zniosło karę śmierci i oficjalnie zakazało tortur. Do tego wszystkiego - trochę w tle - będzie dzisiaj makaron o tajemniczej nazwie chifferi, zatem usiądźcie wygodnie i na dwie minuty oderwijcie się od codzienności, zapraszamy do lektury!



Słowo chifferi w języku włoskim używane jest wyłącznie do określenia makaronu, który ma kształt zakręconych rurek. Nazwa ta pochodzi z innego języka, choć również z Półwyspu Apenińskiego - z lombardzkiego, którym w dzisiejszych czasach ciągle posługują się prawie cztery miliony ludzi. Tak jak sardyński, neapolitański i sycylijski również lombardzki nie jest włoskim dialektem, ale niezależnym językiem, który wywodzi się z łaciny ludowej (vulgar latin), podobnie jak na przykład francuski i hiszpański.


Włochy zjednoczyły się w 1861 roku i wtedy najbardziej uwidoczniło się dość oczywiste wyzwanie - konieczne stało się ustanowienie jednego, formalnego języka dla całego kraju. Było to dość sporym wyzwaniem, ponieważ oficjalnym językiem włoskim w tamtym czasie potrafiło posługiwać się mniej niż 3% obywateli, a reszta na codzień wykorzystywała języki regionalne. No i kto na tym zamieszaniu wyszedł najlepiej? Toskania! A dlaczego? Dlatego, że to właśnie z toskańskiego języka wywodzi się oficjalny, współczesny język włoski.


Po podjęciu tej trudnej decyzji, reszta społeczeństwa musiała zacząć naukę... minęło ponad sto pięćdziesiąt lat i ciągle jeszcze nie wszystkim się udało. Szacuje się, że w dzisiejszych czasach ciągle wśród rdzennych Włochów jeden na dwudziestu nie zna języka włoskiego, choć raczej dotyczy to ludzi starej daty, tych najbardziej upartych, którzy dla zasady i manifestacji poglądów posługują się wyłącznie językami lokalnymi.


Co ciekawe, można powiedzieć, że oficjalny język włoski to język diabelski, wywodzący się z rozbudowanych opisów piekła (to oczywiście lekkie nadużycie z mojej strony, ponieważ opisy dotyczyły też czyśćca i raju). W każdym razie język systematyzowany był na podstawie dzieła toskańskiego twórcy Dantego Alighieri - „Boskiej komedii” (zupełnie na marginesie: w ocenie Dantego jego komedia wcale nie była boska, a przymiotnik ten w tytule został dodany przez innego pisarza - Giovanni Boccaccio). Wtedy wszystko się zaczęło i mniej więcej od tamtego czasu w ogóle można mówić o sformalizowanym języku włoskim.


Po zjednoczeniu Włoch Toskańczycy lobbowali też za przyjęciem innych elementów ich kultury i osiągnięć cywilizacyjnych jako ogólnonarodowych. Jakieś siedemdziesiąt lat wcześniej Toskania oficjalnie zrezygnowała z wykonywania kary śmierci oraz zakazała stosowania tortur i była pod tym względem pionierem w Europie. Reszta Półwyspu Apenińskiego (a nawet cała reszta Europy) uważała takie podejście za dziwaczne, nieuzasadnione i nierozsądne. Toskańczycy podjęli próbę przekonania reszty Włochów do swoich racji, a reszta Włochów próbowała przekonać Toskańczyków do swoich. Co z tego wyszło? Nic. Pat. W zjednoczonym kraju kara śmierci i tortury były dozwolone i stosowane wszędzie, z wyjątkiem Toskanii.


Trochę później do dyskusji włączył się Benito Mussolini. Użył silniejszych argumentów i nawet Toskańczyków udało mu się przekonać, doprowadzając do tego, że przez około dwadzieścia lat również oni musieli zaakceptować narzucone przez faszystów prawo. Za to jak tylko wojna się skończyła idea Toskańczyków zwyciężyła nie tylko w całych Włoszech, ale też w wielu innych krajach europejskich.


Ostatnia egzekucja na Półwyspie Apenińskim została wykonana w 1947 roku, a skazańcami byli trzej mężczyźni z Sycylii, którzy napadli na farmę w Piemoncie w celach rabunkowych. Nie zostaliby skazani na rozstrzelanie za sam rabunek, ale przy okazji mieli skatować 10 mieszkańców tej farmy i wrzucić ich wszystkich do studni, prawdopodobnie jeszcze żywych.


Ostatecznie Toskania zwyciężyła - zarówno w kwestii języka jak i zniesienia kary śmierci, a Lombardii na otarcie łez pozostało chifferi. Lepszy rydz niż nic, ale o rydzach to już będzie innym razem!


In pasta veritas.

kulinarne perwersje 2018

Zdradzamy nasz sposób na to, jak sobie robić w życiu dobrze!

Wrzucamy pomysły na ruszt. Czasem własne, czasem cudze;) Czasem hand made, czasem pozwalamy innym się nakarmić..

Opowiadamy, słuchamy, pichcimy, Śmiejemy się, jemy i pijemy.

Przeważnie w towarzystwie, bo wtedy lepiej smakuje.

Ma być miło, na luzie:)

Pozdrawiamy,

Wojtek&Basia