Carpaccio z pieczonego buraka

Aktualizacja: 25 kwi 2018

Uwielbiamy pieczonego buraka praktycznie w każdej postaci. Był już u nas kiedyś przepis na zupę krem z pieczonego buraka, a dzisiaj mamy carpaccio. Pieczony burak zawsze tworzy zgrane trio z serem kozim i orzechami. Wysiłek żaden, a efekt obłędny. Czasu trochę potrzeba, bo buraki w końcu mają być pieczone... i tutaj jest kilka teorii. Niektórzy pieką buraki nieobrane tylko umyte - i to jest całkiem niezły pomysł - obieramy je już po upieczeniu:) Można też upiec buraki obrane i umieszczone w jakimś naczyniu - i to jest średni pomysł, bo jest duża szansa, że na powierzchni utworzy się coś w rodzaju gumiastej skórki, którą i tak trzeba będzie zdjąć i wyrzucić. Według mnie najlepszy pomysł, to buraki obrać i każdy oddzielnie zapakować w folię aluminiową, polać oliwą i ewentualnie jeszcze posypać jakimś ziołem - wedle uznania, smaku i przeznaczenia:)

Co potrzeba?

  • 4 średniej wielkości buraki

  • 100g białego koziego sera

  • garść orzechów włoskich

  • rukola

  • słodki ocet balsamiczny

No i co dalej?

  1. Obieramy buraki, każdy osobno zawijamy w folię aluminiową i trochę polewamy oliwą. Pieczemy w temperaturze 180 st. C przez około 2 godziny

  2. Buraki wyciągamy z folii i odstawiamy do lodówki na przynajmniej 1 godzinę

  3. Na talerzu rozkładamy rukolę, na to kładziemy w miarę cienko pokrojone plasterki pieczonego buraka (ale nie ma się co tak spinać, żeby były przezroczyste - to nie carpaccio wołowe:)

  4. Posypujemy pokruszonym serem kozim (według mnie do sałatki zawsze lepiej pokruszyć niż pociąć - fajniej wygląda)

  5. Posypujemy orzechami włoskimi - też trochę pokruszonymi

  6. Na koniec całość polewamy słodkim octem balsamicznym i gotowe

  7. Zajadamy bez opamiętania :)

kulinarne perwersje 2018

Zdradzamy nasz sposób na to, jak sobie robić w życiu dobrze!

Wrzucamy pomysły na ruszt. Czasem własne, czasem cudze;) Czasem hand made, czasem pozwalamy innym się nakarmić..

Opowiadamy, słuchamy, pichcimy, Śmiejemy się, jemy i pijemy.

Przeważnie w towarzystwie, bo wtedy lepiej smakuje.

Ma być miło, na luzie:)

Pozdrawiamy,

Wojtek&Basia