Caponata - sycylijskie cudo, które poleciało w przestrzeń kosmiczną


Co jedzą włoscy astronauci podczas długich wypraw w przestrzeń kosmiczną? Jak zapatruje się włoski astronauta na przyszłość i co ma do przekazania swoim córkom? Jeśli macie dzieciaki, gorąco polecam - bo to naprawdę fajny i mądry gość. Jeśli dzieciaków nie macie, to i tak polecam, bo to jego przesłanie jest kierowane w równym stopniu do dorosłych.


Caponata pochodzi z Sycylii. Z Sycylii pochodzi też Luca Parmitano, o którym już kiedyś pisałem - to włoski astronauta, kochający dobre jedzenie - do tego stopnia, że kiedy leciał w przestrzeń kosmiczną zabrał ze sobą swój ulubiony deser - tiramisu. Okazuje się, że nie ograniczył się jednak wyłącznie do słodkich przysmaków, bo w jego kosmicznym menu znalazła się również caponata - potrawa, którą zapewne jeszcze w dzieciństwie przygotowywała mu mama i z którą nie był w stanie rozstać się na czas misji. Trzeba mu to oddać - gość naprawdę ma fantazję. Trochę poszperałem, poczytałem i im więcej się o nim dowiadywałem, tym większą czułem do niego sympatię - i to nie tylko z powodu jego fantazji kulinarnych.

Luca został kiedyś poproszony, żeby dla jednej z włoskich gazet napisać artykuł o przyszłości - tak jakby chciał o niej opowiedzieć swoim córkom. Napisał. Napisał coś niesamowitego, coś pod czym podpisałbym się całym sobą (a tłumaczenie na polski znajdziecie tylko u nas, bo to moje, dość swobodne tłumaczenie jest). Oto list Luci Parmitano do jego córek:


"Przyszłość - tak jak cały świat - nie należy do Was, ale jest w Waszych rękach. [...] Chciałbym móc pokazać Wam drogę do Waszej przyszłości, ale nie taka jest rola ojca. To co tak naprawdę bardzo chciałbym Wam podarować to mapa, która zawiera wszystkie drogi - taka mapa, która pozwoli Wam samym świadomie wybrać właściwy kierunek, Wasz kierunek.


[...] Wy dzieci jesteście dużo bogatsze od nas, dorosłych. Macie do dyspozycji kapitał, którego zazdroszczą Wam najzamożniejsi ludzie na świecie - ten kapitał to czas. Niedawno zaczęłyście chodzić do szkoły i na razie całkiem nieświadomie zaczęłyście inwestować ten swój skarb, pozwalając mu rosnąć i zamieniać się w wiedzę, doświadczenia i wspomnienia. To jest jedyny bagaż, który zawsze będziecie mogły zabrać ze sobą, podróżując po ścieżkach wskazywanych Wam przez mapę - tę mapę, którą chciałbym Wam podarować.

Niedługo na Waszej drodze pojawią się problemy i wyzwania. Na każdym skrzyżowaniu, aby wybrać właściwą drogę, będziecie musiały polegać na tym co macie w swoim bagażu. Na początku nie zauważycie różnicy - wszystkie drogi zaprowadzą Was w to samo miejsce, będą się jedynie różniły długością lub krajobrazami, które napotkacie.


Wcześniej czy później, droga którą wybierzecie zacznie jednak oddalać się od poprzednich dróg - bezpowrotnie, bez możliwości zawrócenia. Bazując na swoim doświadczeniu, mogę Was zapewnić, że będziecie miały wystarczająco dużo czasu, żeby wybrać swoją drogę. Czasem może okazać się, że droga którą wybierzecie tak naprawdę nie istnieje, a dowiecie się tego dopiero po zrobieniu pierwszego kroku. Pamiętajcie jednak zawsze, że to co się tak naprawdę liczy, jedna jedyna rzecz, to przyjemność czerpana z samego spaceru.


Stawiajcie czoła napotkanym trudnościom, one wzbogacą Waszą drogę. Szukajcie wyzwań, one wzmocnią Wasze kroki.


Podczas swojej wędrówki będziecie miały różnych towarzyszy podróży, którzy czasem będą wędrowali z Wami, a czasem będą trzymali się z daleka - żeby później powrócić lub zniknąć na zawsze. Będziecie uwielbiały ich towarzystwo i będziecie za nimi tęskniły, kiedy ich nie będzie. A jeśli wezmą ze sobą coś z Waszego bagażu, to uważajcie - nie poczujecie, że czegoś w nim brakuje. Przeciwnie. Poczujecie, że dzięki temu macie więcej."


Na zakończenie, wrócimy jeszcze tylko na moment do caponaty. Wiecie co wspólnego ma caponata z zemstą? Parafrazując Don Vito Corleone (tak, żeby jednak pozostać w klimatach sycylijskich) - są to dania, które lepiej smakują podane na zimno!


Oficjalnie uznanych przepisów na caponatę jest podobno ponad trzydzieści. Nasz jest jeden i znajdziecie go poniżej.

Czego potrzeba?

  • 4 bakłażany

  • 400g selera naciowego

  • 4 średnie cebule

  • 200g oliwek

  • 50g orzeszków pinii

  • Garstka kaparów

  • 2 pomidory

  • 75 ml ciemnego octu winnego

  • 75g cukru

  • 50g koncentratu pomidorowego

  • Garść świeżych listków bazylii

  • Oliwa z oliwek

No i co dalej?

  1. Zaczynamy od krojenia. Cebulę w pióra, oliwki na plasterki, pomidory i bakłażany w kostkę, a jeśli chcecie inaczej, to kroicie inaczej.

  2. Orzeszki pinii prażymy przez chwilę na patelni.

  3. Bakłażany smażymy w oliwie (frytujemy). Potem wyciągamy i osuszamy na ręcznikach papierowych. Zamiast oliwy można wykorzystać do smażenia olej.

  4. Cebulę smażymy na oliwie z oliwek, kiedy się trochę zarumieni dodajemy pokrojony seler naciowy i smażymy jeszcze przez kilka minut.

  5. Dodajemy kapary, oliwki, orzeszki i pomidory. Po kilku minutach patelnię przykrywamy, zmniejszamy grzanie i dusimy jeszcze przez pół godziny.

  6. Przygotowujemy sos. W miseczce dokładnie mieszamy ocet winny, cukier i przecier pomidorowy. Wlewamy do warzyw i gotujemy jeszcze przez 20 minut.

  7. Wyłączamy grzanie, dodajemy bakłażany i liście bazylii. Dokładnie mieszamy i zostawiamy na klika godzin w lodówce.

  8. Potem już tylko zajadamy bez opamiętania!

kulinarne perwersje 2018

Zdradzamy nasz sposób na to, jak sobie robić w życiu dobrze!

Wrzucamy pomysły na ruszt. Czasem własne, czasem cudze;) Czasem hand made, czasem pozwalamy innym się nakarmić..

Opowiadamy, słuchamy, pichcimy, Śmiejemy się, jemy i pijemy.

Przeważnie w towarzystwie, bo wtedy lepiej smakuje.

Ma być miło, na luzie:)

Pozdrawiamy,

Wojtek&Basia