Capellini - makaron skradziony przez anioły


Podstępne anioły i mur jak z marzeń Donalda Trumpa, tylko że dużo starszy i bez paneli słonecznych, a do tego kilka słów o wrogim przejęciu w Rzymie oraz o bezpiecznej kryjówce papieży. Cała dzisiejsza historia przeplatana będzie nitkami makaronu capellini, który przywłaszczyć sobie próbują skrzydlate postacie nie należące do ludzkiego świata. Czytacie dalej?



Przedstawiamy makaron capellini.


W samym sercu Wiecznego Miasta znajduje się taki ciekawy okrągły budynek, który jakiś czas temu uważany był za twierdzę nie do zdobycia. Jest połączony tajnym tunelem z Watykanem i dzięki temu był też miejscem gdzie dwór papieski ukrywał się w niebezpiecznych momentach, których w historii Państwa Kościelnego raczej nie brakowało. Zamek ten przytulny musiał być niezmiernie, szczególnie że posiadał własne, dość sporych rozmiarów lochy i nawet specjalne miejsce przeznaczone wyłącznie do przeprowadzania papieskich egzekucji.


Kiedyś budynek ten nazywano Mauzoleum Hadriana, a teraz jest to przede wszystkim Zamek Świętego Anioła. Czy to jest w porządku? W jakich okolicznościach doszło do tego wrogiego przejęcia i jak doszło do tego, że zmieniła się jego nazwa?


Prawie dwa tysiące lat temu z wielkim rozmachem jego budowę zlecił właśnie Hadrian i po ukończeniu budynek ten stał się najwyższym elementem architektury miasta. Na cześć fundatora przez długie lata nazywany był imieniem cesarza i wydaje się to w pełni uzasadnione, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że Hadrianowi nie udało się go dokończyć. Bardzo mu na tym zależało, ale niestety los pokrzyżował jego plany, bowiem podczas pobytu w Baia wysiadło mu serce i do Rzymu nigdy więcej już nie wrócił. Dość prozaiczna to śmierć jak na wielkiego cesarza, zwłaszcza że prawdopodobnie nastąpiła na skutek przesadnego oddawania się uciechom życia doczesnego - Baia była bowiem czymś w rodzaju Las Vegas starożytnego świata.


W każdym razie Hardrian wspominany jest jako dobry cesarz, który za bardzo nie zalazł mieszkańcom imperium za skórę. Zasłynął też tym, że zrealizował jedno ze swoich marzeń, podobnym do tego jakie dużo później miał Donald Trump, a dużo wcześniej Chińczycy. Zbudował wielki mur - długi na sto kilometrów, wysoki na ponad pięć i szeroki na trzy metry. Niestety do dzisiejszych czasów zachowały się tylko fragmenty tej olbrzymiej budowli i oglądać je można w Wielkiej Brytanii, bowiem to właśnie tam miała ona stanowić ochronę dla cesarstwa przed najazdami ze strony walecznych barbarzyńców.


W każdym razie chciałem przede wszystkim pokazać, że cesarz Hadrian musiał się sporo napracować, żeby zapisać się pozytywnie na kartach historii i żeby ten ciekawy, okrągły budynek w samym sercu Rzymu nazwano jego imieniem.


A Święty Anioł? Ktoś tam stwierdził, że widział go nad budynkiem z mieczem w ręku w 590 roku. Złożyło się potem tak, że w kolejnych dniach zakończyła się w Rzymie wielka zaraza i to wystarczyło, aby przemianowano Mauzoleum Hadriana na Zamek Świętego Anioła. Stwierdzono jednak, że to za mało i przy okazji taka samą nazwą poczęstowano pobliski most nad Tybrem.


Bardzo podobny los spotkał naszego głównego bohatera, czyli makaron capellini. Przypomina on spaghetti, ale jest od niego cieńszy i istniał sobie spokojnie na Półwyspie Apenińskim z fajną nazwą przez długie lata - nazwa oznacza „małe włoski”. Było tak do czasu, kiedy ktoś porównał go do anielskich włosów. Na pewno nie było w tym żadnych złych intencji, ale był to początek końca, bowiem właśnie wtedy rozpoczął się proces wrogiego przejęcia nazwy i zaczęła rozpowszechniać się ta nowa - capelli lub capellini d’angelo.


In pasta veritas.

kulinarne perwersje 2018

Zdradzamy nasz sposób na to, jak sobie robić w życiu dobrze!

Wrzucamy pomysły na ruszt. Czasem własne, czasem cudze;) Czasem hand made, czasem pozwalamy innym się nakarmić..

Opowiadamy, słuchamy, pichcimy, Śmiejemy się, jemy i pijemy.

Przeważnie w towarzystwie, bo wtedy lepiej smakuje.

Ma być miło, na luzie:)

Pozdrawiamy,

Wojtek&Basia