Bruschetta con avocado e pomodorini - niebo w gębie!

Czy mucha hiszpańska może zabić? Jak pozbyć się męża, nie wzbudzając niczyich podejrzeń? Ilu mężów może zabić jedna, sfrustrowana kobieta? Czy przedsiębiorcze kobiety miały szansę założyć start-up we Włoszech 400 lat temu? Co to ma wspólnego z bruschetta con avocado e pomodorini? Z przyjemnością wyjaśnię!



Swoją karierę awokado zaczęło gdzieś w Środkowej Ameryce, gdzie obok czekolady cenione było już od tysięcy lat. Europejczycy, żeby poznać te dwa cuda, musieli czekać aż do czasów Krzysztofa Kolumba i o ile czekolada całkiem szybko się przebiła, to nie można tego powiedzieć o awokado. W dzisiejszych czasach spotykamy już coraz częściej europejskie plantacje, na których uprawiany jest ten owoc (na przykład na Sycylii), ale jeszcze 10-15 lat temu był on u nas całkowicie niszowy. A szkoda, bowiem przez Azteków ceniony był nie tylko za swój smak, ale również jako wyjątkowo skuteczny afrodyzjak.


No właśnie, Aztekowie zajadali awokado, a w Europie rozpowszechniała się substancja, produkowana ze sproszkowanych skrzydełek pewnej muchy. Mucha ta zwana jest hiszpańską, choć oczywiście historia tego specyfiku zaczęła się zupełnie gdzie indziej. Domyślacie się gdzie?


Mniej więcej czterysta lat temu trzynastoletnia Giulia straciła nagle oboje rodziców. Tatę zamordowała mama, a mamę sycylijski wymiar sprawiedliwości. Dziewczynka została całkiem sama z dość sporym bagażem traumy i złości skierowanej w kierunku całego świata. W tamtych czasach właściwie pewne było, że mała Giuliia skończy na ulicy, a jej życie zamieni się w serię bolesnych i upokarzających doświadczeń. Już wtedy, jako dziecko, za swoje położenie obwiniała dziwny układ, w którym małżeństwa projektowane były przez rodziców i przez to zawierane z dość przypadkowymi osobami, a jedynym - w jej przekonaniu - sposobem na zakończenie toksycznego związku było „pozbycie się” drugiej osoby.


Jednego dnia Giulia snuła takie właśnie rozważania, a następnego łapała już różne muchy i chrząszcze, którym potem wyrywała skrzydełka i nogi. Można by pomyśleć, że kanalizowała swoją złość maltretując te istoty, ale to zupełnie nie o to chodziło. Z ususzonych skrzydełek i nóg stworzyła bowiem specyfik, który znany jest jako Aquetta di Napoli, Aqua Tofana lub też „manna św. Mikołaja z Bari” - tak nazywała go sama autorka.


Był to początek dość osobliwego start-upu. Zaczęło się od „garażowej” produkcji, a po latach przekształciło się to w dobrze prosperujące przedsięwzięcie, funkcjonujące na terenie całego Półwyspu Apenińskiego, w które zaangażowanych było całkiem sporo osób, w tym sama córka Giulii.


W pierwszym etapie dziewczyna sprzedawała samą truciznę z instrukcją obsługi, elegancko zapakowaną w taki sposób, aby wyglądała jak flakonik z perfumami lub lekarstwem. Na koniec przedmiotem handlu była już kompleksowa usługa, sprzedawana wąskiej grupie odbiorców - kobietom, które utknęły w nieszczęśliwym związku i które chciały pozbyć się męża, nie pozostawiając po morderstwie żadnych śladów. Zatem oprócz flakonika z trucizną klientki otrzymywały fachowe doradztwo w zakresie sposobu użycia oraz tego jak zachowywać się przed i po śmierci męża, tak aby nie wzbudzić niczyich podejrzeń.


Wiele lat później jakiś inny tęgi umysł wymyślił, że jeśli te sproszkowane skrzydełka i nóżki owadów wykorzysta się w mniejszej ilości i wsmaruje się je w odpowiednie miejsce, to pomimo lekkiego bólu, poprawiają one ukrwienie i potęgują doznania. Tak właśnie powstał preparat znany do dziś jako hiszpańska mucha. Naturalnie powstaje pytanie, na które ja nie znam odpowiedzi - jak ktoś mógł wpaść na taki sposób wykorzystania tej niezwykle skutecznej trucizny? A pomyśleć, że awokado było już pod ręką, ale jeszcze niedocenione!


Na koniec dodam jeszcze, że Giulii przypisuje się udział nawet w 1000 morderstwach i że historia jej start-upu zakończyła się spektakularną upadłością na placu Campo de’ Fiori w Rzymie - dokładnie w tym samym miejscu, w którym 59 lat wcześniej żywcem spalono Giordano Bruno za popieranie heliocentrycznej teorii Kopernika.


Zapraszamy na bruschetta con avocado e pomodorini!


Czego potrzeba (ok. 8 sztuk)?

  • Bagietka (może być taka trochę drugiej świeżości)

  • 2 ząbki czosnku

  • 3 awokado

  • Sok z połowy limonki

  • Garść pomidorków koktajlowych

  • Kilka świeżych listków bazylii

  • Oliwa

No i co dalej?

  1. Bagietkę kroimy na kromki - najlepiej takie o grubości mniej więcej 2 cm - i każdą z nich grillujemy z dwóch stron do czasu, aż staną się chrupiące. Można to zrobić na prawdziwym grillu (najlepiej!), ale świetnie sprawdza się też specjalna patelnia.

  2. Każdy kawałek bagietki nacieramy wcześniej obranym ząbkiem czosnku (bagietka zadziała trochę jak tarka) i polewamy oliwą

  3. Nakładamy pastę uzyskaną z awokado wymieszanego z oliwą, sokiem z limonki i przyprawioną solą

  4. Nakładamy sporo pomidorków koktajlowych i kilka listków bazylii

  5. Zajadamy bez opamiętania!