Acini di pepe - ziarenka pieprzu, czy czarne złoto na talerzu?


Czarne złoto, dla którego ludzie się kiedyś zabijali, a dzisiaj prawie za grosze dostępne jest w każdym sklepie? Kiedyś źródło przychodów dla pięknej Kleopatry, która w pewnym sensie właśnie dzięki niemu importowała ulubione wino z włoskiego Piemontu. O co chodzi? O acini di pepe.



Wszystko zaczęło się w Indiach, w regionie Kerala (czyli w kokosowym raju na ziemi) długie tysiące lat temu. Kerala nazywana była ogrodem przypraw, a w czasach starożytnych przybywały tu statki z Egiptu, Grecji i Rzymu. Do Indii statki płynęły wyładowane złotem, srebrem i dziełami sztuki, a wracały z przyprawami (głównie z pieprzem), kamieniami szlachetnymi i dzikimi zwierzętami.


Kamienie szlachetne sprzedawane były później najzamożniejszym mieszkańcom basenu Morza Śródziemnego, za to zwierzęta najczęściej trafiały na areny, gdzie walczyły z niewolnikami lub gladiatorami. A pieprz? Najpierw zawędrował do Egiptu, gdzie wykorzystywany był głównie do sporządzania różnego rodzaju maści, a czasem też w procesie przygotowania zwłok do mumifikacji (na przykład zanim Ramzes II został mumią, wepchnięto mu pieprz do dziurek od nosa).


Kiedy pieprz przedostał się na drugą stronę morza - do Grecji i Rzymu znalazł szerokie zastosowanie w kuchni i od tego czasu stał się nieodzownym elementem większości przepisów.


Mniej więcej w tym samym momencie, kiedy zamożni Grecy i Rzymianie zakochali się w tej przyprawie, zakochali się w niej również Egipcjanie, choć z zupełnie innego powodu. Transport przypraw z Indii odbywał się głównie drogą morską - aż do wybrzeży Egiptu, skąd kawałek musiały one przebyć lądem, aby ponownie zostały załadowany na statki, które płynęły na drugą stronę Morza Śródziemnego. Nie trudno sobie wyobrazić, że Egipt nie udostępniał swoich szlaków handlowych pro bono i czerpał z tego tytułu całkiem poważne zyski. Powstało nawet pewne egipskie miasto portowe, o którym prawie każdy słyszał i które jakieś 300 lat p.n.e. było jedną z największych metropolii ówczesnego świata. Przede wszystkim jednak było miejscem, z którego wypływały statki dostarczające przyprawy i inne produkty do całej Europy.


Egipt cieszył się z dodatkowych wpływów do budżetu aż do czasów panowania pięknej Kleopatry, która jako ostatnia próbowała jeszcze walczyć o pozycję swojego kraju. Skradła serca dwóch władców rzymskich - najpierw Juliusza Cezara, a po jego zamordowaniu Marka Antoniusza. Schemat był taki sam - ona zawróciła im w głowie, oni zaczęli ją odwiedzać i przywozić wino (nie byle jakie bo vinum acquense, czyli pradziadka piemonckiego Brachetto d’Acqui). Po wypiciu wina dochodziło do różnych miłosnych przygód, a na koniec Kleopatra rodziła im dzieci.


No dobra, historia z Kleopatrą była dużo bardziej złożona, ale ostateczne, całkowite podporzadkowanie Egiptu Imperium Rzymskiemu miało taki efekt, że piękna władczyni popełniła samobójstwo, a pieprz stał się tańszy i bardziej dostępny dla zwykłych zjadaczy chleba. Tańszy, ale nie tani - jeszcze w czasach średniowiecza często traktowany był jako waluta, którą można było zapłacić praktycznie za wszystko.


Zmieniło się to dopiero w czasach wielkiej kolonizacji, bowiem po odkryciu Ameryki popularnym i tanim substytutem dla pieprzu stały się papryczki chilli. Potem sam pieprz było coraz łatwiej transportować z dalekich zakątków świata, aż w końcu nastała epoka globalizacji i od tego czasu można go kupić praktycznie za grosze praktycznie w każdym sklepie, na każdym kontynencie. Mało kto zdaje sobie sprawę, że kiedyś za torebkę pieprzu ludzie skłonni byli zabić…


In pasta veritas.

kulinarne perwersje 2018

Zdradzamy nasz sposób na to, jak sobie robić w życiu dobrze!

Wrzucamy pomysły na ruszt. Czasem własne, czasem cudze;) Czasem hand made, czasem pozwalamy innym się nakarmić..

Opowiadamy, słuchamy, pichcimy, Śmiejemy się, jemy i pijemy.

Przeważnie w towarzystwie, bo wtedy lepiej smakuje.

Ma być miło, na luzie:)

Pozdrawiamy,

Wojtek&Basia